Po prostu schudnij!

by aniversum

snowflake

Zauważyliście, że najlepsze złote porady zaczynają się od słów: Po prostu? Po prostu przestań ją kochać. Po prostu musisz zmienić pracę. Po prostu się ogarnij. Po prostu przestań jeść cukier, ogranicz węglowodany, więcej się ruszaj i pij więcej wody. Po prostu się odpier$%#@%^&*.

Znacie to? Jak zdawałam maturę, to słyszałam głównie, że muszę po prostu się uczyć, robić testy i się nie denerwować.

Nie denerwuj się, to tylko najważniejszy egzamin w twoim życiu, od niego wszystko zależy. No. Nie denerwuj się! Poza tym matura to pikuś, pójdziesz na studia to co miesiąc będziesz miała pięć takich matur. Nie denerwuj się.

A wiecie co słyszałam w czasie studiów?

Ha, dostać się na te studia to była prościzna! Najtrudniej się na nich utrzymać. No, musisz po prostu się uczyć!

No pewnie, że to była prościzna, przecież było tylko 60 osób na jedno miejsce! Ale kiedy już się utrzymałam na tych studiach, skończyłam przedmioty i stanęłam w obliczu pracy magisterskiej, której za nic nie mogłam napisać z powodu nieokreślonej niemocy twórczej (tak naprawdę dopiero co urodziłam córkę i w głowie miałam tryb wirowania prania), to usłyszałam…

No, studia, studia i po studiach. Łatwo przyszło, łatwo poszło. Teraz to dopiero wyzwanie, napisać magisterkę to najważniejsze. I się obronić! Po prostu usiądź i pisz, nie ma co wymyślać!

Po prostu.

Po prostu jestem gruba. Nie ma  co się czarować, że jestem puszysta, okrągła czy jak tam ludzie nazywają otyłych. Bywałam grubsza, mniej gruba, bardzo gruba. Zawsze musiałam po prostu schudnąć, bo to takie proste, nie jeść tego, czego nie wolno jeść, robić to co trzeba. Po prostu. Więc skoro to takie proste, a ja jestem taka zdolna, dlaczego, ach dlaczego, nadal (albo znowu) noszę rozmiar 54?

Mam wrażenie, że już wiem. Zajęło mi to bardzo wiele bezsennych godzin, ale chyba odkryłam sekret!

Odkąd pamiętam bycie grubą dźwięczało w mojej głowie jako brzemię, które noszę, które jest moim utrapieniem. Wiecie, te wszystkie rzeczy, które sobie mówimy, kiedy wydaje nam się, że nie słuchamy?

  • Nie mogę na siebie patrzeć!
  • Wyglądam okropnie.
  • Założę to jak schudnę
  • Nie mogę się tak pokazać.
  • Gdybym tylko ważyła 10 kilo mniej, byłabym szczęśliwa.
  • Nikt mnie nie chce, bo jestem gruba.
  • Muszę się wziąć za siebie.
  • Jeju, czy ja naprawdę tak wyglądam?
  • Czy jestem taka gruba jak ona?
  • Moje nogi są za grube.
  • Nie mogę odsłonić ramion.

Dam sobie zabrać czekoladę, że nawet te z was, które nie są grube, powiedziały do siebie chociaż jedną z tych pierdół, które tu wymieniłam. Tak jest. Nawet kiedy schudłam i wyglądałam w miarę dobrze, tak się w mojej głowie zaplątały drogi, że nadal siebie nienawidziłam. Swojego ciała, swoich słabości, rozstępów i świadomości, że nawet jeśli schudnę, to nigdy nie będę mogła pokazać ramion, bo mam na nich rozstępy. Wiele, wiele, wiele motywacyjnych książek i vlogów na YouTube później, dotarło do mnie, że jestem bardzo grubym chomikiem, który biegnie w kołowrotku a i tak nie chudnie. Że droga nie idzie tędy, że nikt nigdy nie osiągnie sukcesu, jeśli cały czas  ktoś będzie go dobijał. To po co ja dobijam samą siebie, zamiast sobie kibicować?

Urodzenie dziecka zmieniło wiele w moim życiu. To trochę jak przeżycie traumy – coś się stało, ale tak naprawdę nie umiesz powiedzieć co to było. Przedefiniowanie siebie następuje na wielu poziomach i po pewnym czasie musisz na nowo określić kim byłaś, kim jesteś i czy chcesz tym kimś pozostać. I powiem wam, że mam już po kokardę patrzenia na siebie z niechęcią, bo jako od grubej, tego się ode mnie oczekuje. Sobie ponawymyślałam jakieś Obowiązki Grubej Baby Wobec Społeczeństwa. Że nie będę kolanami świecić, że ramiona nawet w największym skwarze skryję swetrem, że pod każdą sukienką będę uciśniona wyszczuplającymi gaciami na szelkach. Że już zawsze tylko sałata, bo Wieczna Dieta. Że nie kupię sobie nowej sukienki, bo przecież dresy mi wystarczą. Powiem wam, że chromolę to. Będę nosić co mi się podoba, nawet jeśli brak tych trzech centymetrów doprowadzi kogoś do Zaciśnięcia Warg i Westchnięcia. Kiedyś myślałam, że spódnice mini w rozmiarze 54 powinny być karane jako zbrodnia przeciwko ludzkości, ale dzisiaj myślę, że jak ktoś chce sobie w tym paradować, to jest to sprawa tylko i wyłącznie jego i jego dupy! Mam zamiar nosić to, w czym czuję się dobrze, nawet jeśli mój wygląd nie każdemu zapiera dech z zachwytu (a raczej z przerażenia. Że go zjem). W końcu te wszystkie fałdy, które udało mi się wyhodować nie są oznaką, że byłam najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Jeśli widzicie, że ktoś w waszym otoczeniu przybiera na wadze to nie udzielajcie mu uprzejmej informacji:

– Ale przytyłaś ostatnio! Po prostu musisz się więcej ruszać!

Tylko, jeśli naprawdę wam zależy, to zainteresujcie się, co się dzieje w życiu tej osoby. Może potrzebuje przyjaciela?  Zaproponujcie jakąś wspólną aktywność, nawet spacery! A jeśli aż tak was ta osoba nie interesuje, to swoje uwagi też możecie zatrzymać dla siebie.

Najwięcej przytyłam podczas pierwszego semestru studiów – żarłam i oglądałam filmy. Byłam sama w nowy mieście, nie miałam znajomych i rodzina była daleko. Nie umiałam się ogarnąć i jedzenie było jedyną rzeczą, nad którą miałam kontrolę (o ironio!). Kiedy się zważyłam, myślałam, że kupiłam zepsutą wagę. Wyszłam z tej ciemnej dupy, ale miałam pomoc. Na spacery zapraszał mnie mój przyjaciel, który mieszkał niedaleko. Były tygodnie, że widzieliśmy się codziennie, przemierzaliśmy kilka kilometrów, jakieś parki. Potem poszłam na basen i już nie byłam ani sama, ani zagubiona.

Znowu przytyłam po ciąży – znowu jestem sama w nowym mieście, w kraju, którego językiem nie mówiłam, znowu nie mam tu znajomych i siedzę głownie w domu. Zagadka, dlaczego jestem gruba? Ale czas mija, języka się nauczyłam, umiem sama trafić na basen, oswajam tę dziką francę Francję. Ale już nie myślę o sobie tylko przez pryzmat tego, że jestem gruba. Gdy z kimś rozmawiam, znowu jestem sobą, a nie myślę tylko:

Czy on myśli, że po drodze zjadłam każdego, kto stanął mi na drodze?

Schudnę czy nie, nie chcę być już zduszona samą sobą. Jeśli czasem też nie lubicie siebie, nie akceptujecie celulitu, garbatego nosa, przesuszonych włosów, przetłuszczającej się strefy T, wałka na brzuchu, rozstępu na ramieniu – po prostu musicie, jak to powiedział profesor Wiktor Osiatyński ” (…) zrobić przedziałek i się odpieprzyć od siebie.” . W obliczu mijającego nam przed nosem życia, najmniejsze znaczenie ma to, czy wypada nam pokazać glutowate ramię na basenie. Szkoda czasu!

Po prostu… udostępnij! ; -)