Upał

by aniversum

1873087

Na tapecie mam Bora-Bora, wyobrażam sobie, że od wody wieje chłodny wiatr, a ja nie mrużę oczu od spływającego z czoła potu, tylko wygrzewam się na piaseczku, w cieniu palmy.

Za oknem mam… ciemność. Zamknięte okiennice, zaciągnięte rolety sprawiają, że w naszym mieszkaniu na piątym piętrze jest zupełnie ciemno. Otwieramy je dopiero, jak zajdzie słońce. Od kilku dni mieszkamy w jaskini. Żeby docenić jej chłód, trzeba wyjść na dwór, a najlepiej wsiąść do naszego czarnego samochodu. Kierownica jest tak gorąca, że nie mogę jej utrzymać, prowadzę w rękawiczkach. Termometr samochodu wskazuje ponad 40 stopni. Wracam do mieszkania – chłodek. Wiatrak podłączony do komputera powoli funduje mi katar, drugi suszy pranie. Na wiór. Ryby w akwarium zaczynają wachlować się ogonami.

Jeden, drugi, trzeci prysznic. Nie pomagają pozbyć się lepkości ze skóry. W lodówce mamy  arbuza, melona i wodę butelkowaną. Wyjęta z lodówkowej strefy chłodu, po chwili staje się ciepła. Każdy ma w zasięgu ręki swoją butelkę. Emma co chwilę przychodzi z kubkiem po dolewkę.

Z upałem zbiegła się pełnia, nawet nie byłam zdziwiona, że zasnęłam dopiero nad ranem. Bezlitosne gorąco odbiera dzieciom sen. Emma przeniosła się ze spaniem do salonu, na dmuchanym łóżku turystycznym układa do snu lalkę i przykrywa ją ścierką, którą podprowadziła z kuchni. Wszyscy są trochę bardziej wściekli niż normalnie. Dla bezpieczeństwa nie odzywamy się. Pierwsze słowa padają dopiero o zmroku: Może już otworzyć okno?

Nocą jest chłodniej, ale nie na tyle, żeby móc zasnąć. Odpoczynek nie przychodzi ani do mnie, ani do córki. Wychodzę na dwór, kiedy jest już ciemno – ale zamiast kojącego podmuchu wieczornego chłodu, wpadam w gęstą chmurę gorąca, nie ma nawet czym odetchnąć.

Wiatraki młócą gorące powietrze. Znikąd ulgi.

Zapowiadają burze. A po burzy przychodzi zmiana pogody, prawda? U nas zmieni się z 35 stopni na 38. Nie mogę się doczekać.