Rodzicielstwo – prościej się nie da

by aniversum

1434811_79550813

Każdy z nas jest specjalistą w zakresie własnego dziecka, ale czasem wszyscy stajemy w obliczu sytuacji, która i w nas wzbudza chęć rzucenia się z płaczem na ziemię. To przyjdzie wcześniej lub później. Pewność siebie nabyta poprzez doświadczenie, zgłębianie lektur o rozwoju dziecka oraz mądrość narodu – wszystko to zostanie zachwiane w obliczu sytuacji, której nie objęto poradą, wyjaśnieniem, gotową receptą. Ot, nasze dziecko okaże się nie być podręcznikowym i nie zaśnie samodzielnie pomimo odkładania go do łóżka co pięć minut. Albo wyjście do wesołego miasteczka, które zaplanowaliśmy jako przygodę dla niego – okaże się tak ekscytujące, że nie będzie umiało się uspokoić. Albo nie odrobi lekcji, dostanie jedynkę, ktoś złamie mu nos, albo co gorsze – serce. Co robić?

Rozważając teoretyczne przypadki mamy czas zastanowić się nad konsekwencjami, zdecydować na spokojnie, przeanalizować „za” i „przeciw”. Ale gdy wydarza się życie – wszystko dzieje się w ułamku sekundy! Zalewa nas fala złości, bezradności, strachu  – czy czego tam dotyczy sytuacja. Co robić?!

Być przyjacielem. 

To jest najprostsza metoda, o której można przypomnieć sobie w sekundę po tym, jak wybuchną w nas wulkany emocji. Dziecko przychodzi do nas – rodziców, bo jesteśmy jego opoką, spokojną przystanią, podporą, przyjacielem. I tak też go traktujmy – jak przyjaciela. Gdyby nasz najlepszy przyjaciel przyszedł do nas wieczorem i zapłakany mówił – nie mogę zasnąć, czy zamknęlibyśmy go w ciemnym pokoju na pięć, dziesięć, piętnaście minut? Niech tam się w ciemnościach wypłacze?

Gdyby dostał jedynkę za brak pracy domowej i przybity dzielił się z nami tym problemem – czy dowalilibyśmy mu: „Sam jesteś sobie winien”? Chyba nie, bo pewnie szybko przestałby się z nami przyjaźnić.

Kiedy by czegoś nie rozumiał i bał się nowego, czy poradzilibyście przyjacielowi przestać się mazać i dać spokój? Łatwo byśmy stracili przyjaciół, gdybyśmy nie okazywali im empatii, współczucia, wsparcia i zrozumienia. Dzieci kochają nas bezgranicznie, dlatego mamy wrażenie, że możemy pozwolić sobie na więcej egoizmu w takich przypadkach. Pozwolić, żeby to nasze emocje były ważniejsze w tej relacji. I to prawda – do pewnego czasu możemy balansować na tej krawędzi, zdenerwowani na niezdyscyplinowani, zniecierpliwieni wieczornymi bataliami o sen,  poirytowani ciekawością, która przeciąga spacer w nieskończoność. Ale przyjdzie taki moment, że nasze dzieci dostrzegą w nas ludzi, a wierzcie mi, z piedestału spada się z hukiem.

Nie mówię, żeby nie tłumaczyć dzieciom, że lekcje należy odrabiać, w sklepie nie rzucać się na każdą zabawkę czy wyjaśniać, że lizaki niszczą zęby i serca. Oczywiście, że trzeba! Tylko nie w tej fali emocji, nie kiedy to wszystko właśnie się dzieje. Kiedy porozmawiacie ze swoimi dziećmi spokojnie, jak z ludźmi (a nie jak idiotami!), odpowiednio dobierzecie słowa – zrozumieją was. Być może nie za pierwszym razem, ale za setnym. Wierzcie mi, na tym można tylko zyskać. Moja mama mawia: W euforii nie obiecuj, w gniewie nie dyskutuj. Jako dorośli,z w pełni rozwiniętym układem nerwowym i psychiczną świadomością własnych czynów – jesteśmy w stanie kontrolować emocje, możemy je opanować, poskromić, wypuścić, okazać czy zinterpretować.  Dzieci tego nie potrafią, więc kiedy trafia was szlag na widok waszego dziecka na podłodze, pomyślcie, że zalała je fala emocji, z którą nie jest w stanie sobie poradzić. Nie umie. To nie jest dobry moment na to, żeby jeszcze na nie nawrzeszczeć. Ale to bardzo dobry moment, żeby dać mu znać – nieważne jak szalejesz, stoję tu obok, jakbyś chciał się przytulić – jestem. Tak po latach postrzegam moich rodziców – jestem pewna, że cokolwiek by się nie stało – oni są tam, jak skała. Dla mnie. Bo są moi. Rodzina i rodzicielstwo to nie jest ring  czy boisko. To nie rodzice kontra dzieci. To jedna drużyna, w której wszyscy gramy do tej samej bramki i lepiej podawać sobie rękę i piłkę, niż kopać własnych zawodników.


Właśnie pakuję torbę na pierwsze prawdziwe wakacje – cztery dni w Londynie z dwójką moich przyjaciół. Będzie magicznie – jeśli chcecie wiedzieć po co tam jedziemy – podglądajcie nas na Instagramie!