Różowa pantera

by aniversum

Rozowa_Pantera_dzieci_2509066-2

Jak to nie warto być grzeczną dziewczynką…

Miałam może z 6 lat kiedy z okazji dnia dziecka wybrałam się z Mamą do sklepu z zabawkami. To była nasza tradycja odkąd ukradłam z niego fioletową owcę wypełnioną styropianowymi kulkami i musiała mnie gonić, bo po pochwyciłam zdobycz i wdrożyłam odwrót taktyczny.  Tym razem wybrałam maskotkę – Różową Panterę z długimi nogami i rękami. Uwielbiałam ją! Ba, nadal ją uwielbiam!

Po pewnym czasie urodziła się moja kuzynka. Dzieli nas siedem lat. Podczas którejś z jej wizyt – wypatrzyła moją panterę i capnęła. Bawiła się nią pod moim czujnym okiem, bo chętnie dzielę się zabawkami ( o ile nie są to moje dziecięce puzzle, których nikt nie ma prawa dotykać), ale potem stało się coś, co napiętnowało całą naszą przyszłą relację. ZABRAŁA mi moją panterę, a ja jako starsza byłam zachęcana do przekazania zabawki na rzecz młodszego pokolenia. Mamiona szczęściem jak z reklamy i korzyściami płynącymi ze spełnienia dobrego uczynku – zgodziłam się na to. O ja durna!

Panterę odwiedzałam sporadycznie, kilka razy do roku, zawsze obmyślając plan, jakby tu ją uwolnić. Obiecywałam jej, że ją z tego wyciągnę, że wszystko będzie dobrze, nawet kiedy na brzuchu pojawiło się rozprucie i jedno oko zostało całkowicie wypadnięte i zgubione. Widząc moje wysiłki i potrzeby serca, Dorośli odszukali sklep z zabawkami i kupili mi … NOWĄ Panterę. Co za… bezczelność. Do tej pory jestem głęboko oburzona! Chyba nawet powiedziałam, żeby dali tę NOWĄ dziecku, a mi oddali moją. Nie wiem czy to przeszło. Tak naprawdę, nie wiem nawet czy to zwerbalizowałam. Chyba wzięłam Nową Panterę, ale relacja między nami nigdy nie była bliska. Wisiała sobie bez przekonania. Bo to nie była ta, którą wybrałam.

Od tamtego czasu minęło osiemnaście lat. Moja Pantera wisi w domu mojej siostry i patrzy na mnie oczami okiem pełnym żalu. Droga Siostro, jeśli to czytasz, w tym roku są Twoje osiemnaste urodziny, koniec Twojego dzieciństwa, ODDAWAJ PANTERĘ! 

Z tego traumatycznego przeżycia oczywiście zrodziła się psychoza – nigdy nie zmuszam mojej córki, żeby dzieliła się zabawkami (Aniu, myśmy Ciebie też nie zmuszali…) i całowała kogoś, kogo nie ma ochoty całować (Aniu, raz się to zdarzyło, nie przesadzaj!).

Szczęśliwego dnia dziecka wszystkim, którzy czują, że to życzenia dla nich! ;-)