Listkom roznąć, opadać…

by aniversum

_MG_2129

Nie jestem pewna, czy to ona mi pierwsza pokazała księżyc.

Chociaż śnieg, to pewnie ona, bo kiedy się urodziłam, to akurat była zima. I tak się rozpoczęła nasza przygoda, pełna: „Aniu, nie! Aniu, zobacz! Aniu, posłuchaj!”.

I tak mi pokazywali wszystko po kolei, trochę ona, trochę on. Pewnie też co nieco inni. Jak przechodzić przez jezdnię. Żeby nie wszystko koniecznie mówić na głos i nie każdemu. Jak  zawiązać buty… a nie. To akurat Babcia mi pokazała. Jak ze skarpety zrobić sukienkę dla lalki. A potem jak ustrzec się przed nieżyczliwymi. A potem już tylko patrzyła, bo wszystko już powiedziała.

Kiedy już nauczyłam się od niej wszystkiego, poza gotowaniem (głównie zup!), powiedziałam:

– Dobra, to teraz idę!

I poszłam. Najpierw sama ze szkoły do domu, potem do miasta, potem na spacer w innym mieście. Aż w końcu dom bym gdzie indziej, chociaż nigdy nie był to dom. Chwilę szłam sama, chociaż nigdy nie czułam się opuszczona. Tak mi się wydawało, dopóki pewnego dnia, ktoś nie złapał mnie za rękę – i dalej poszłyśmy już razem.

Tylko serce zamiera mi na myśl, że tak samo jak ja – ona kiedyś puści moją rękę. A ja zostanę w oknie, za firanką, że niby nie patrzę.

908R7073