O podziale obowiązków domowych

by aniversum

l_7d198310-ef7b-11e1-8a85-43eb64e00007

Uwaga! Wpis pełen niesprawiedliwych uproszczeń, obrzydliwych skrótów myślowych i wulgarnych stereotypów. Czytasz na własną odpowiedzialność. Zestaw nie zawiera maści na ból(bul) dupy! 

Zasadniczo powinno być tak, że jeśli chłop pracuje zarobkowo i przynosi do domu nie tylko zmęczenie i zapach noszonych skarpet, a jeszcze generuje zyski, to baba, która generuje straty, czyli wydatki, powinna ogarniać dom, obiad, pranie i zbliżające się urodziny wszystkich członków ( i nie). Każdy się zgodzi, gdzie nie zapytasz internetu (a internet wie, bo jak wiadomo racja leży po stronie większości) każdy kiwnie głową, że tak jest sprawiedliwie – chłop pracuje w pracy, a baba pracuje w domu, jeśli nie pracuje w pracy. Największe konflikty powstają, gdy oboje pracuje w pracy i nikt nie chce pracować w domu.

A u nas sytuacja ma się tak, że chłop pracuje w domu, więc nigdzie nie wychodzi, i baba, czyli ja, też pracuje w domu. W związku z powyższym nie tworzy się ta przestrzeń w czasie, niewypełniona obecnością i działalnością Ojca Dzieciom, czyli nie ma przerwy w dostawie bałaganu.  Gdybym zamarzyła żyć w pałacu lśniącym czystością, musiałabym nic innego nie robić, tylko sprzątać. Podobno i tak nie mam nic innego do roboty, bo siedzę w domu i nic nie robię, więc czemu nie. Ale jakoś nie mam na to ochoty, więc zafascynowana sufrażystkami, nowoczesnym feminizmem i dżenderem, nie tylko wyjaśniłam Synom, że pogląd, jakoby różowy i lalki były tylko dla dziewczyn, został wytworzony przez przemysł komercyjny, żeby robić z ludzi idiotów, ale też odmówiłam samodzielnego sprzątania.

Jak przyjął to Ojciec Dzieciom? Na początku nieźle, bo chyba nie spodziewał się ogromu zmian jakie zajdą w jego życiu w najbliższym czasie. Regularnie (mniej-więcej) zajmuje się uzdatnianiem kociej kuwety, ładowaniem brudnych naczyń do zmywarki i wynoszeniem śmieci. Temu poddał się bez szemrania. Kiedy kupiliśmy nowy, wybrany przez niego odkurzacz, nawet jest skłonny poodkurzać, ale rzadko wpada na pomysł przesunięcia pudeł z zabawkami i foteli, żeby było odkurzone a nie odkurzane. Granica jest niewielka, ale różnica ogromna – między sprzątane a sprzątnięte znajduje się odkurzacz pozostawiony na środku pokoju, pojemnik na śmieci, który Ojciec Dzieciom próbuje wytresować, żeby sam się mył (po cóż innego nalewałby do niego wody i na tydzień zostawiał w łazience?!), skarpety wypełzające z niedomkniętej szuflady i stos rzeczy do sprzedania, oddania, wyniesienia.

Czasami robię taki eksperyment i na chwilę (tydzień, dwa?) przestaję sprzątać. Patrzę wtedy co się dzieje w tym mikrokosmosie. Kiedy poziom syfu osiąga krytyczny moment na skali Ojca, tj. Skończyły Się Gacie, zaczyna się histeria. Ojciec Dzieciom zaczyna robić pranie, ale jak na prawdziwego samca przystało, pierze tylko swoje ciuchy, które później zwala na suszarkę, żeby tydzień później zdziwić się, że to pranie a) śmierdzi, oraz b) jest nadal mokre.

Dawno już przestałam łudzić się, że jeśli powiem: posprzątaj w pokoju, proszę, to zrozumiałe jest ścieranie kurzu, odkładanie książek na półki i wynoszenie zbędnych przedmiotów, zamiast upychanie ich po kątach. Te kilka lat wspólnego mieszkania nauczyło mnie, że polecenia i prośby trzeba wydawać precyzyjnie i szybko. Masz 20 sekund, po tym czasie mózg faceta odłącza ośrodek uwagi od uszu i koniec. Nic co zostanie powiedziane później, nie zostanie zakodowane. Precyzyjne polecenie to takie, które nie wymaga łączenia czynności – nie czarujmy się, faceci nie mają drugiego chromosomu X, żeby tam przyczepić bardziej złożone procesy. Po prostu albo sikają albo czytają. Mając w domu chłopa i dwulatka jest na prawdę prosto. Dajesz im do ręki szmatę i wyznaczasz obszar działania. Po zakończonym procesie, wymieniasz narzędzie i określasz nowe zadanie – et voila! Im częściej praktykuję zbiorowe sprzątanie, tym szybciej ono przebiega. Z czasem każdy ma swoje ulubione czynności opracowane do perfekcji. Na przykład ja nienawidzę sprzątać w kuchni bardziej niż nie znoszę gotować. Tam sprząta ojciec dzieciom, a ja raz na jakiś czas wprowadzę drobne usprawnienie (powiem gdzie chowamy ścierki…).

Nie wiem czy wiecie, ale kobiety wszystko chowają przed swoimi facetami.

– Gdzie schowałaś moje spodnie?

– Kochanie, gdzie chowasz noże?

– Hm, szukam dokumentów, nie wiesz gdzie je schowałaś?

– Jakich dokumentów. 

– No z mojej pracy!

Prawidłowo resocjalizowany facet jest w stanie rozwiesić (hm) pranie, nawet poskładać, ale odłożenie tego na miejsce…?!

Niedawno odbierałam Emmę z przedszkola. Dzieci bawiły się w ogrodzie, ale bez trudu dostrzegłam swoje. Nie wiedziona jakimiś fluidami, unikalnym połączeniem między matką a córką. Nie. Tylko moje dziecko, które rano do przedszkola odstawił tatuś, ubrane było w niewyjściową piżamę. 

Pytam wówczas Ojca Dzieciom o inspiracje, która wpłynęła na stylizację.

– A nie mogłem znaleźć koszulki!

Od dwóch lat w szufladzie Emmy położenie ubrań się nie zmieniło. Skoro mój chłop, w miarę ogarnięty i zaangażowany nadal jest zgubiony we własnym domu, nie chcę sobie nawet wyobrażać w jakim koszmarze żyją inni mężczyźni, którym partnerki ciągle coś chowają.