Bachory

by aniversum

908R1592

Internet jest dla mnie źródłem nieskończonej inspiracji – szczególnie bliskie mojemu sercu portale z poradami dla nieporadnych matek dostarczają mi nieprzebranych tematów do rozmyślań.

Wiadomo, że tak zwane metody wychowawcze są różne w zależności od szerokości geograficznej, historii, stopnia edukacji, zamożności, światopoglądu czy szeroko pojętej kultury. Niektórzy, przechadzając się pokrętnymi ścieżkami logiki dochodzą do wniosku, że uderzenie dziecka jest jak najbardziej dopuszczanym środkiem pomocniczym w procesie wychowania, z czym ja nie potrafię, nie mogę i nie chcę się zgodzić. Tym bardziej, że uderzenie zarówno dziecka jak i dorosłego jest prawnie zabronione, inaczej mówiąc jest przestępstwem.

Gdziekolwiek natrafiam, a najczęściej dzieje się to na profilu facebookowym Doroty Zawadzkiej, na dyskusję na temat sensowności i skuteczności przemocy w wychowaniu dzieci, zawsze pojawiają się głosy mówiące coś w tym stylu:

„Oczywiście, najlepiej żeby bachory wlazły na głowę”

„Dzieciaki są coraz bardziej bezczelne, a już ani przylać, ani nakrzyczeć nie wolno!”

„A co robić, jak dziecko się w ogóle nie słucha i tylko wymusza!”

„Dzieci nie są głupie, manipulują i kombinują. Odrobina dyscypliny jeszcze nikomu nie zaszkodziła” 

oraz nieśmiertelne

„Mnie ojciec lał i dzięki temu wyrosłam na ludzi!”

Z resztą powyższe komentarze pojawiają się pod jakimkolwiek tematem odnośnie wychowywania dzieci i zawsze mnie jednakowo zdumiewają. Nie mam dzisiaj zamiaru pisać o tym, że dzieci nie powinno się bić. Dzisiaj będzie o dzieciach – dzieciorach – potworach – bachorach. Monstra te czekają tylko, aż omsknie się rodzicielska stopa dozoru i cyk – przejmują kontrolę nad światem, manipulując, krętacząc i krzywoprzysięgając. Coś okropnego! Skąd się biorą takie dzieci, co tylko żądają, oczekują i manipulują swoimi rodzicami? Ano te potworki wyhodowaliśmy na własnej piersi. Tak czkawką odbija się brak konsekwencji, „ten jeden raz”, to przymknięte oko. Nasza własna niesłowność. Nasza – rodzicielska.

Nie chcąc być politykiem, który tylko mówi, co jest źle, ale nie proponuje jak to zrobić inaczej – powiem wam, że z moich dotychczasowych obserwacji i edukacji wnioski płyną następujące:

Żeby z dziecka nie wyszedł roszczeniowy bachor, powinniśmy pamiętać czterech o rzeczach:

– konsekwencji – nie mylcie tego z wojskowym drylem, wieczną kontrolą i zasadami rodem ze średniowiecza. Ustalamy zasady i się ich trzymamy, ale to nie musi być sztywny grafik. U każdego te  zasady będą się na pewno różniły. U nas są niepisane, a jednak każdy stara się ich przestrzegać, nikt nikomu na głowę nie wlazł i w dodatku bić też nie trzeba.

  • – nie wolno nikomu robić krzywdy (człowieku czy zwierzęciu!), lecz gdy wyrządzona niechcący należy przeprosić niezwłocznie;
  • – wypada po sobie sprzątnąć (ze stołu, z łazienki, zabawki);
  • – pomagamy tym, którzy sami sobie nie radzą (ale nie wyręczamy);

– szacunku – nie tylko szacunek dzieci wobec rodziców mam na myśli. Przede wszystkim szacunek rodziców wobec dzieci (w myśl zasady, że przykład idzie z góry). Nie obrażamy, nie wyzywamy, nie upokarzamy (chwalić publicznie, krytykować w cztery oczy!). Szacunek to już nie całowanie w pierścień, a sposób współ-egzysotwania.

– rozmowie – zastosowań tego prostego rozwiązania jest u nas wiele, od wymiany informacji, przez komunikację aż po … karę! Kiedy Syn Starszy dopuścił się ostatnio  niecnego występku w postaci zatajenia (drugi raz!) nieodrobionej pracy domowej, zapytałam go spokojnie:

– I co z tym zrobimy? 

– Tylko nie taka rozmowa jak ostatnio! – wykrzyknął. 

Śmiem twierdzić, że nie zależy to jedynie od tego jakiego typu dziecko posiadamy na stanie, bo wierzcie mi – posiadam troje i każde z nich jest zupełnie inne. A jednak idzie z każdym się dogadać. Czasami podnosimy głos, złościmy się, nikt z nas nie jest robotem. Ale rzadko zdarza mi się pomyśleć o naszych dzieciach jako spragnionych władzy manipulatorach, którzy w swoich małych główkach knują planu przejęcia kontroli. Raczej widzę młodych ludzi, których przede wszystkim trzeba kochać.