Niech się przewraca

by aniversum

_MG_6728

„Mój Boże” – woła co chwilę prababcia Emmy i składa ręce, jak do modlitwy. Ten nagły przypływ pobożności wywołuje w niej prawnuczka zeskakująca z fotela. 

– Ty uważaj,  żeby ona nie spadła! – poucza mnie mój dziadek, a Emmy pradziadek, bo Emma właśnie ćwiczy wchodzenie na schody.

– Niech ona uważa, żeby nie spadła – odpowiadam spokojnie, a on zirytowany pomaga jej pokonać ostatnie stopnie. Nie wie jeszcze, że dokładnie za trzy sekundy Emma będzie całą operację powtarzała od nowa.

– Niech ona tak nie skacze, bo się przewróci! – prababcia załamuje ręce, gdy Emma wspina się i zeskakuje z fotela. Bez szwanku dla kogokolwiek.

– Daleko nie poleci – uśmiecham się, bo pod fotelem jest miękki dywan.  Tym zyskuję ganiące spojrzenie, ale już brak komentarza.

Emma łapie za motykę i porywa się na grządkę. Przewala ziemię i bardzo jej się ta zabawa podoba. Po chwili jednak wraca z plastikową foremką i bawi się w piasku. Motyka nie jest dla dzieci.  Potem bawimy się przed domem. To znaczy ja siedzę na murku, a Emma wchodzi i schodzi po schodach. Ostrożnie trzyma się poręczy i powoli stawia nogi. Jeśli się gdzieś zachwieje, to następny stopień pokonuje jeszcze uważniej.

Na placu zabaw nie pomagam jej wejść na drabinkę –  musi sobie poradzić sama. Musi podjąć to wyzwanie i nauczyć się oceniać, czy da radę, czy już ma odpowiednie umiejętności, co jeszcze musi poćwiczyć. Chcę,  żeby to umiała i za swój sukces mogła pogratulować tylko sobie, a nie komuś, kto podsadził ja na szczyt drabinki. Jest jedna z niewielu dwulatek, które mogą same wchodzić na zjeżdżalnię. Na placu zabaw obserwuję ją z ławki, nie dlatego że nie chce mi się ruszyć dupy (chociaż to też). Chcę, żeby znała to uczucie, kiedy się boi,  że zaraz spadnie i wiedziała, że nie zawsze wszystko się udaje. A kiedy się nie uda- warto wstać i spróbować jeszcze raz.

Dlatego pozwalam jej biegać, wspinać się, zeskakiwać. Nawet jeśli czasami kończy się to plastrem na kolanie. Wolę, żeby nauczyła się tego wszystkiego teraz, kiedy lekarstwem na rozbity łokieć jest całus i plaster w kotki. Niech wie, że może spróbować wszystkiego,  że wszystko może robić.

I robi.