Lepiej nie miej dzieci

by aniversum

908R7266

Są ludzie, których obchodzi ile lat rozkłada się foliowa torebka. Ja do nich nie należałam i pewnie długo pławiłabym się  w beztroskiej ignorancji, gdyby nie Nieoczekiwany Zwrot Akcji. 

To przyszło do mnie nagle. Siedziałam na ławce w parku i patrzyłam na przechodzące obok dwie nastoletnie dziewczyny. Pewnie w wieku mojej siostry. Między nimi przebiegł Syn Młodszy, za nim toczyła się piłka a na koniec pod nogi jednej z nich wpadła piszcząca Emma. Tylko mnie rozczuliła ta urocza zabawa moich dzieci. Dziewczyny były raczej zirytowane, bo chciały dziarskim krokiem przejść przez park do miejsca spotkania swojej paczki.

Przez chwilę nawet pomyślałam, że są jakieś nadęte, ale wtedy uświadomiłam sobie, że zanim zostałam matką, też miałam w dupie wszystkie dzieci. No, może poza tymi, które ciągały mnie za warkocz oraz tymi, które mogłam podsłuchiwać na placu zabaw, kiedy mieszkałam w Warszawie.

– Dałam się kopnąć w dupę, teraz dawaj dwa złote!

Gdy jeszcze nie byłam matką, mogłam sobie beztrosko nie-myśleć o globalnym ociepleniu i emisji dwutlenku węgla. I co z tego, że roztopią się lodowce i wszystkich zaleje woda, dawno mnie już tu nie będzie! – myślałam zupełnie bez zażenowania.

Dopiero wtedy, w parku,  gdy wróciła do mnie ta myśl – ścisnęło mi się serce. Być  może będą wtedy żyły dzieci dzieci moich dzieci. Albo prawnuki prawnuków moich prawnuków. Dopóki byłam sama, na mnie kończyła się ta wyliczanka. Ja i nic dalej. Nikogo więcej poza mną. A kiedy urodziłam Emmę, wystrzeliłam strzałę z przywiązaną do niej liną.

Kiedy ma się dziecko, już nigdy nie jest się tylko sobą, nawet jeśli czasami się nim bywa. Przez wiele lat od teraz, każda myśl będzie zawierała Poprawkę na Dziecko. Czy jej tak będzie dobrze,  czy to najlepsze rozwiązanie, co można zrobić, żeby było jej lepiej, jak nic tu nie popsuć. Nie wiem czy jeszcze kiedyś zasnę spokojnie, bez odsuwania tych wszystkich „co jeśli” i „oby nie”