Przepis na macochę idealną

by aniversum

_MG_4097


Jak tego dokonać, żeby dzieci na twój widok nie chwytały za widły, a ty (na ich [widok]) za wiadro.

Zanim zaczniemy, trzeba się oczywiście zaopatrzyć w niezbędne, tj. partnera/partnerkę z dziećmi. Dla wszystkich tych, którzy mają ambicję zostania macochą stulecia, to jest krok niezbędny, a zarazem połowa sukcesu. 

Krok drugi: Spotkanie pierwszego stopnia. 

Wiele jest teorii na temat pierwszego spotkania, jego miejsca i okoliczności. Sprowadzę to do prostej zasady: wszyscy powinni czuć się komfortowo. Jeśli taki komfort zapewnia otwarta przestrzeń ZOO, to proszę bardzo, jeśli wspólne mieszkanie rodzica i nowej partnerki – śmiało, jeśli to plac zabaw albo wspólna wyprawa do kina – nie ma problemu. Każdy ma swój pomysł na to, jak się sobie przyjrzeć ukradkiem i dokonać wstępnej oceny.

Moim zdaniem warto dać dzieciom jakiś prezencik, dopasowany do tego czym aktualnie się interesują lub coś, czego jeszcze nie widziały. Mam taką zasadę, że odwiedzając dzieci, zawsze coś im przynoszę, dlatego nie robiłam wyjątku z chłopcami, kiedy poznawałam ich ponad dwa lata temu. Nie traktuję tego jako próby wkupienia się w ich łaski. 

Uwaga: Spotkanie musi być poprzedzone odpowiednim wprowadzeniem dzieci do tematu nowej partnerki. To robota dla rodzica, jednak niech nie przesadza z reklamowaniem. Dzieci nie lubią, jak im się wciska kit. Warto podawać fakty, ale ocenę zostawić im. 

_MG_4103

Krok trzeci: Na koty.

Już się sobie przyjrzeliście, wiecie że ta druga osoba nie ma ogona ani nie zieje ogniem. Jak się zachowywać w tych pierwszych dniach wspólnego funkcjonowania. Polecam metodę, której nauczyłam się od kotów. Moje koty niechętnie dają się brać na ręce i zabawiać. Wolą poczekać aż postawię przed sobą talerz z gorącą zupą i wtedy się w nim położyć. Albo wskoczyć na otwartą książkę. Przyłażą, kiedy same chcą. Tak też warto traktować dzieci – nie narzucać się, poczekać aż przyjdą, zaproszą do zabawy. Jeśli chcemy spędzić z nimi trochę czasu, można usiąść w ich strefie zabawy i zająć się jakąś zabawką, którą nikt się nie interesuje – gwarantuję, że po chwili dostaniemy zaproszenie do wspólnego spędzania czasu.

Uwaga: Wszystko zależy też od wieku dzieci! Nastolatki to materiał na osobny temat. Rzekę. 

Krok czwarty: Big Brother.

Moje zadanie było ułatwione, bo kiedy poznałam chłopców bardzo słabo mówiłam po francusku, dlatego nasze rozmowy odbywały się na migi, a oni nie rozumieli co mówię do jego ojca. Ale, o co chodzi? Ano chodzi o to, żeby się od pierwszej chwili nie wczuwać w wychowywanie. Obserwuj, ale nie oceniaj, nie podpowiadaj i nie wtrącaj się. Jeśli masz dobre układy z rodzicem, możesz mu dyskretnie dać do zrozumienia, że czekolada na śniadanie to nie jest najlepszy pomysł, dwulatek nie powinien oglądać telewizji przez sześć godzin, a makaron to nie jedyne danie, które można podać na obiad. Nie obrażajcie się jednak, jeśli rodzic zdecyduje inaczej, to on jest tu szefem (po prostu spróbujcie jeszcze raz, z lepszymi argumentami).

_MG_4096

Krok piąty: Granice wolności.

Nie bój się wyznaczyć granic progeniturze. Włażą ci na głowę – powiedz nie. Rób to zdecydowanie i bez wyrzutów sumienia. Nie jesteś w tej sytuacji za karę, a im wcześniej dzieci będą wiedziały, że nie mogą z ciebie zrobić maty do odreagowywania, tym lepiej dla wszystkich. Jeśli zachowanie dzieci wobec ciebie jest niestosowne, a ich rodzic tego nie zauważa – powiedz mu o tym jasno i wprost. I oczekuj działania.

Krok szósty: Czas.

Ta relacja nie tworzy się w miesiąc, pół roku, ani nawet w rok. Ale pamiętać warto, że z czasem stajemy się trzecim rodzicem. Kolejnym ważnym dorosłym. Jeśli zasłużymy, możemy wygrać przyjaciela na całe życie. Może to do was przyjdzie, kiedy ktoś złamie mu serce albo zanim zrobi coś głupiego.

_MG_5236

Krok siódmy: Uczucia.

Przychodzi taki moment w życiu każdej macochy, że idzie na targ po jabłko… No, może bez przesady, ale to normalne, że czasami ma się dzieci po kokardę, a jedyne czego chcemy to zamknąć się w samochodzie i wrzeszczeć. Jestem pewna, że dotyczy to wszystkich posiadaczy potomstwa, nie tylko pasierbów i pasierbic. O swoim zmęczeniu warto mówić rodzicowi dzieci, niech się nimi zajmie. Gdzieś z nimi pójdzie. Coś. Same idźmy do kina, na manicure, plotki, zakupy, kawę – w siną dal. W odwiedziny do rodziny, nawet na weekend. Trzeba dbać o swoje zdrowie psychiczne, bo skumulowana niechęć i frustracja obróci się przeciwko nam a i przeciwko dzieciom, które nie są niczemu winne, że rozrzucają wszędzie te cholerne klocki lego i nie ścielą łózka!!!!!!!(!!Y%^!%$$!!!!@#)

Tylko tyle i już jesteście macochami!


Żaden moment tej drogi nie jest prosty, bo wymaga wiele samokontroli i empatii. Bycie macochą, to myślenie o cudzych dzieciach jak o swoich, dopóki ta granica chociaż trochę nie zblednie. To często stawianie ich dobra, przed swoim (ale nadal stawianie własnych granic!). Podstawowym kryterium jest chęć współpracy i odpowiednia komunikacja z partnerem, tak żeby nikt nie poczuł się w tej relacji pominięty, nieważny czy odsunięty.

_MG_5645

Przy odrobinie szczęścia może nie zrobią o was kolejnej bajki o Złej Macosze. Tylko uważajcie z tymi jabłkami. ;-)