Mit o Cebunosie

by aniversum

908R1504Naukowcy przeszukując greckie archiwa natknęli się na nową tablicę z nieznanym, do tej pory, mitem o Cebunosie. Był krótki i napisany sprejem. Brzmiał tak: kurwa!

Co robi Polak za granicą? No Polskę robi. Wiochę znaczy. Wiadomo, że jak tylko jakiś element nauczy się obcego języka na tyle, żeby zamówić kebab na dworcu w Berlinie, to od razu czmycha podróżować po świecie. Poza ostentacyjnym noszeniem skarpet do sandałów, rozsiewa smród cebuli i zostawia po sobie nieprzyjemne wrażenie, że właśnie spotkano kosmitę (w sandałach) (i skarpetach).

Najgorsza z możliwych sytuacji, kiedy taki Polak przebywa poza swoim naturalnym środowiskiem, to taka, w której spotyka on innego Polaka. I tutaj pół biedy, jeśli jeden drugiego ignoruje i udaje, że jest z Chorwacji albo Bułgarii – obcokrajowcy ( o ile nie Bułgarzy czy Chorwaci) i tak nie rozróżniają naszego języka od szeregu innych trzeszczeń. Znacznie gorzej jest, kiedy zaczną razem pić (bo to jedyny sport narodowy, w którym są w stanie osiągnąć mistrzostwo). Wiadomo, że nasi rodacy nie grzeszą empatią, brzydzą się obcowaniem z innymi rodakami i niechętnie zdradzają się ze swoim pochodzenie, preferując fake english accent jako formę kamuflażu ( czy może camouflage?). 

Nie wiem skąd wzięły się te mrożące krew w żyłach historie o Polakach spuszczonych ze smyczy za granicą. Być może bywałam w samych złych miejscach i nie doświadczyłam spotkania z Mietkiem Na Wakacjach, który sika do bidetu.  Za to we wszystkich krajach, w jakich byłam (a odwiedziłam dwie trzecie naszych zaborców!) nie spotkałam Polaków, którzy byliby nieżyczliwi.

Od pewnego czasu obserwuję co dzieje się w grupach na Facebooku, które skupiają wokół siebie Polaków mieszkających za granicą (Klub Polki na Obczyźnie), głównie we Francji. Żadna z nich nie nazywa się Spierdalaj, zapomniałem po polsku, a raczej Nasza Francja, czy Polacy pomagają Polakom. Nie czuć zapachu naszego narodowego warzywa, a  serdeczność, wspólnotę i chęć tworzenia więzów. Niezależnie od tego  co robią, po co emigrowali i gdzie mieszkają – pomagają sobie, rozmawiają, oferują swoje usługi. Taki jest Polak za granicą. Ponieważ uczymy się języków, wyjazdy nie są dla nas straszne. Polacy dużo lepiej mówią po angielsku niż na przykład Francuzi.

Ojciec Dzieciom pojechał do salonu Citroena w Olsztynie i tam po FRANCUSKU dogadał się z mechanikiem (który 40 lat wcześniej uczył się francuskiego w szkole). Wyobrażacie sobie Polaka, który przyjeżdża tutaj i dogaduje się z Francuzem PO POLSKU? No śmiech.

Nie lubię słuchać wynurzeń o tym, jak to Polacy gdziekolwiek nie pójdą tam robią trzodę. Być może faktycznie niektórzy wypuszczeni do wielkiego świata all-inclusive, nie wiedzą jak się zachować, ale jestem pewna, że pomogliby człowiekowi w potrzebie. A to się w końcu liczy bardziej niż dobór skarpet do obuwia.