Gdy nie jesteś w nastroju na wychowywanie

by aniversum

_MG_6674

Rodzic to też podobno człowiek. Może mu się nie chcieć. Mi się nie chciewa.

Wiecie co internety lubią mówić, jak słyszą, że rodzice bywają (dobry pleonazm) zmęczeni, czegoś nie wiedzą albo nie potrafią poradzić sobie z jakąś sytuacją? Jeśli swoimi obawami podzielimy się ze światem, zawsze spełznie się jakaś hiena, która powie:

  • chciałaś mieć dzieci, to trzeba było być na to gotowym
  • teraz jesteś matką, nie ma znaczenia co czujesz bo dziecko powinno być na pierwszym miejscu
  • biedne dziecko! Opieka społeczna już ma wasz adres!
  • moja córka nigdy tak nie robiła, chyba powinnaś swoją oddać albo pójść z nią do weterynarza!

Tak będzie! Nawet jeśli nie będą to słowa skierowane bezpośrednio do was, to szukając odpowiedzi na swoje pytanie natkniecie się na takich sadowników poczucia winy (jakby rodzice nie mieli go dostatecznie dużo!). A ja się przyznaję, że mi się czasami NIE CHCE wychowywać mojej córki. Nie chce mi się jej tłumaczyć, dlaczego rozwijanie rolki papieru toaletowego w wannie (zaraz… co?!) to średni pomysł. Albo że malowanie po ścianach jest karygodne!

Czasami nawet nie tyle nie chce mi się, ile wiem, że nie będę w stanie powiedzieć tego z poważna miną i na spokojnie. Głownie, dlatego że Emma demolując mieszkanie psocąc robi takie miny, że nie mogę się powstrzymać od śmiechu.

_MG_6682

Co wtedy?

Kiedy nie możemy odnaleźć w sobie tej powtarzającej wszystko sto razy wersji własnej matki? Kiedy drzemie w nas ( głośno chrapiąc) ojciec-strażnik porządku? Jak żyć bez pouczania, wytykania palcem i poważnego wyrazu twarzy?

Ja wtedy zlecam jakieś zadanie – odwracam uwagę. Nie oszukujmy się, Emma pomalowała ściany już prawie rok temu i nie da się tego procederu odwrócić, więc kiedy zbliża się z ewidentnym zamiarem ćwiczenia mojej cierpliwości i swojej małej motoryki – wymyślam jej pracę. Daję mopa, miotełkę do kurzu, szmatkę, jakąś ukrytą zabawkę – ona porzuca genialny plan namalowania kota (kreskowego) a ja nie muszę mówić, że tyle raz już jej mówiłam, że nie wolno malować po ścianach.

Zamiast mówić:

– Emma, nie! – kiedy zbliża się do kota z młotkiem ukrytym za plecami, proponuję: – Widzę, że masz młotek, wbij ten papierek w podłogę!

Gdy w sklepie nie chce odkleić się od kolejnej ohydnej książeczki, pokazuję jej fascynujące stoisko z psią karmą albo odkurzaczami. Czy czymkolwiek, byleby zostawiła marketową literaturę trzech zdań.

Tych samych metod używam przy niegroźnych wypadkach – potknięcia, popchnięcia, upadki i stłuczki czołowe ze stołem wywołują czasami więcej płaczu niż szkody. Żeby precyzyjnie określić rozmiar tragedii, stosuję trick z odwróceniem uwagi – jeśli naprawdę upadek był nieszkodliwy,Emma szybko zapomina, że miała płakać i zajmuje się wyłączaniem i włączaniem światła.

Nie odpuszczam bicia. Młoda wkroczyła w wiek zdecydowanego sprzeciwu i czasami jest tak zła, że chętnie by kogoś uderzyła. I chętnie uderza. Kimś zwykle jestem ja, więc najczęściej ode mnie słyszy:

– Boli mnie to. Nie chcę, żebyś mnie biła. Jesteś zła, zbij poduszkę!

Skutki różne. Zwykle poduszkę bije. To znaczy – poduszkę też.

_MG_6614