Zbrodnia bez kary?

by aniversum

IMG_2452

Za plucie – pięć minut w kącie, za bicie brata kijem od szczotki – brak bajki – czyli: Czy kary to wszystko na co nas stać?

Bycie matką, a co dopiero bycie macochą to nie tylko groszki i róże, misie i przytulaski – czasami trzeba zrobić poważną minę, powiedzieć kilka słów dosadnie i wprost. Żeby nie oszaleć, najczęściej stosuję metodę Time out, która dobrze sprawdza się nawet przy małych dzieciach (od około drugiego roku życia). Polega ona na odseparowaniu sprawców zamieszania (jeśli zaangażowanych jest kilku) – można osobników wysłać do osobnych pokojów, można sadzać na pufach. U nas takim miejscem są kąty, głównie dlatego że kiedy dołączyłam do tego patchworku, już tę metodę stosowano. Ojciec Dzieciom jest szczególnie utalentowany, bo rozumie, że nie jest to forma kary, a jedynie czas na ochłonięcie, uspokojenie emocji (również u rodzica). Po tym czasie odosobnienia (nigdy dłużej niż 5 minut), wzywamy dziecko przed nasze oblicze i spokojnie rozmawiamy o tym co się wydarzyło. Pytamy o powody, dopytujemy o okoliczności. Z naszej strony (rodziców) ta rozmowa polega głównie na zadawaniu pytań. Syn Starszy sam dochodzi do właściwych wniosków. Obaj chłopcy wiedzą, co należy zrobić, jeśli się komuś wyrządziło przykrość. Ciągle pracujemy nad tym, jaka powinna być reakcja strony przepraszanej, bo chłopcy nie wiedzą co powinien zrobić ten, który został przeproszony.

Zamiast karać, autorki książki „Jak mówić do nastolatków żeby nas słuchały…” Adele Faber i Elaine Mazlish proponują takie kroki: 

  • Opisz co czujesz.
  • Określ, czego oczekujesz.
  • Pokaż, jak można poprawić postępowanie.
  • Zaproponuj wybór.
  • Przejdź do działania

Zanim przeczytałam tę książkę (polecam!), wydawało mi się to oczywiste i intuicyjne, ale po zrobieniu rachunku sumienia uświadomiłam sobie, że często ni z tego ni z owego wypalałam: Okej, nie oglądasz dzisiaj bajki!  i odchodziłam z poczuciem spełnionego macoszego obowiązku, a delikwent pewnie w myślach spychał mnie ze schodów.

Staram się jednak rozmawiać z moimi dziećmi świadomie i kontrolować to, co do nich mówię. Zazwyczaj embargo na bajkę wprowadzamy, gdy poziom uskutecznianych przez nich głupot osiąga apogeum, ktoś robi komuś specjalnie przykrość czy nie słucha, co się do niego mówi. Staramy się też nie rzucać słów na wiatr i kiedy mówimy:

– Proszę cię, przestań wkładać Bratu Młodszemu palce do talerza. Jeśli jeśli raz będę musiał zwrócić ci uwagę, poproszę cię abyś odszedł od stołu. 

Nie jest to groźba bez pokrycia. Od kiedy stosujemy największą broń rodzica – konsekwencję – dzieci są spokojne, bo wiedzą co je za chwile spotka. I tak Syn Starszy opuścił stół podczas kolacji, zgodnie z naszym zapewnieniem.

Bezkarna Emma

Inaczej zachowuje się w przypadku Emmy niż w przypadku chłopców. Nie jest tak, dlatego że jednak gdzieś głęboko skrywam w sobie pierwiastek prawdziwej macochy, bynajmniej.  Wynika to między innymi z moich możliwości językowych oraz tego, jak daleko sięgają me macosze kompetencje. Nie wszystko mogę chłopcom wyjaśnić tak, jakbym wyjaśniła mojej córce. Nie chcę karać Emmy, tak samo jak nie przepadam za karaniem chłopaków.

Dlaczego miałabym karać kogoś, kogo zachowanie nie wynika z podłości charakteru a jedynie z  procesu rozwoju? Dzieci nie popełniają żadnej zbrodni, one po prostu się rozwijają. Wolę im w tej podróży towarzyszyć niż kijem nadawać kierunek ich rzece.  Rzucającej się na podłogę Emmie daje czas na ochłonięcie i pozbycie się emocji, ten sam czas mają chłopcy w swoich kątach, przy czym zawsze tłumaczymy im, że nie jest to kara.

Jest wiele błędów wychowawczych do popełnienia, mam jednak nadzieję, że wzbudzenie w dzieciach poczucia, że muszą coś przed nami ukrywać ze strachu przed karą, nie będzie jednym z nich. Sama pamiętam, że często bałam się jaką karę wymyślą moi rodzice (chociaż teraz nie mogę przypomnieć sobie nic konkretnego, poza tym uczuciem napięcia), jednak dużo gorzej czułam się psychicznie kiedy jedynie ze mną rozmawiali. Dostanie kary jest proste, danie kary jest proste – wlepiony szlaban i z bani. Nie trzeba myśleć, szukać powodów ani rozwiązań. Obawiam się jednak, że wychowywanie dzieci nie jest aż tak proste…