STOP! To nie zabawa!

by aniversum

_MG_5053

No dobra, dzieciak umie już jako tako chodzić, biega co prawda pokracznie, ale grunt, że do przodu i szybciej niż matka, objuczona pociążowymi kilogramami, wózkiem, torbą, torbą dziecka, zakupami i wyrzutami sumienia. Pojawia się pytanie: jak się to dziecko zatrzymuje?!

Nie należy tego pytania mylić z: Jak się to dziecko wyłącza?!, które to dopada nas po odśpiewaniu wszystkich kołysanek, dwóch odcinkach Teletubisiów, Świnki Peppy (czyje dzieci nie lubią, ten zwycięzca!) i Świata Małego Ludwika, po tym jak skakało (dziecko) po łóżku, po kąpieli i relaksującej muzyce, po przytulaskach i jeżdżeniu rowerem w przedpokoju. Po dwudziestej drugiej, kiedy czujemy, że nasz mózg powoli przechodzi w stan uśpienia, a dziecko na pytanie (już bardzo nieśmiałe):

– Idziemy doudou?

odpowiada:

– Neeein! Neeein! Nie! Noooon!!!

Nie, to nie jest tego typu pytanie. Jak zatrzymać rozpędzone dziecko, żeby nie wynikła z tego kolizja z rozpędzonym samochodem, to kwestia podstawowa, niełatwa i wcale nie tak prozaiczna jak mogłoby się wydawać.

Sposobów może być kilka:

1. Więzień

Umieszczamy dzieciora w wózku (tylko lepiej, żebyśmy ten wózek lubili)  i wozimy dopóki nie osiągnie wieku, w którym pojmie, że trzeba słuchać mamy. Czyli tak do trzydziestki.

2. Pastowany Kaban Na Sznurku

Naśladując klasyków – Pawlaka i Kargula, dowiązujemy dziecięciu do łapy kawał sznurka i w krytycznym momencie pociągamy, żeby nie wlazło w miejsca niepożądane. Podobno istnieją już różnorakie smycze dla dzieci, ale Matki z Internetowych Forów mówią, że to uwłacza godności dziecka. Mniemam, że dziecko rozsmarowane po pasach dodaje mu chwały.

3. Na strażaka

Ilekroć zbliżamy się do miejsc, w których dziecko nie powinno znajdować się bez nadzoru służb specjalnych, chwytamy je w ramiona, wsadzamy sobie pod pachę (uwaga: może drzeć japę, a przechodnie wezmą nas za porywacza a nie za bohatera), sadzamy na barana, czy po prostu bierzemy na ręce i oddalamy się z miejsca zagrożenia.

4. Winogronko

Tę metodę należy zacząć wdrażać od urodzenia. Gdy tylko pierwszy raz dziecko spojrzy nam w oczy, musimy powstrzymać wszystkie słodkie zachwyty i powiedzieć poważnie:

– A teraz posłuchaj, młody człowieku. Musisz zawsze trzymać mamusię za rękę. Zawsze.

Zdanie to najlepiej sobie nagrać i powtarzać codziennie około dwunastu razy, wtedy jest szansa, że dziecko na ulicy nie odważy się puścić naszej ręki.

Uwaga: Istnieje ryzyko, że dziecko wam nam uwierzy i nie puści naszej ręki, portfela ani domu aż do późnego okresu starokawalerstwa. Jeśli nie wiedzie kogo winić za to, że wasz partner nie wie jak wygląda wnętrze pralki, nie zna zaklęcia otwierającego śmietnik albo opuszczającego deskę, to nieśmiało sugeruję wam tutaj, gdzie należy się zwrócić z reklamacjami. 

5. STOP!

Za każdym razem, kiedy wychodzimy z progeniturą na zewnątrz, bawimy się w zabawę: STOP. Idziemy do parku i jeśli dziecko może biegać samopas, to co kilka kroków wołamy:

– Stop! Stop! Stooop! Stop! Halo! Stój! Jasiuuuu!

Mniej więcej tak to wygląda na początku, tylko ja nie mówiłam na Emmę – Jaś. W każdym razie pointa jest taka, aby dziecko zatrzymywało się na komendę STOP (nie dawać przysmaków za wykonane zadanie!). Moje się zatrzymuje w 90% przypadków. Jak osiągnęłam ten sukces?

Na początku szłam obok niej i gdy mówiłam „STOP” – zatrzymywałam się. Zatrzymywała się i ona, bo to mądra kobieta i ma poczucie humoru, więc bardzo ją ta gra bawiła. Potem szłam kilka kroków za nią i też się zatrzymywałam, gdy mówiłam „STOP”. Stopniowo pozwalałam jej odejść dalej i dalej i… no. Kluczem jest upór, czy może inaczej – konsekwencja. 

Podobno każdą teorię dobrze poprzeć historią z życia, toteż opowiadam osobisty dreszczowiec sprzed dwóch lat.

Syn Młodszy miał wówczas tyleż samo lat co Emma, czyli 20 miesięcy. Dopierom go poznała, więc swoje wychowawcze zapędy ograniczałam do podszeptywania Ojcu Dzieciom przydatnych wskazówek. Byliśmy w parku, a Syn Młodszy nie tylko z lubością się od nas oddalał, ale też co chwilę się przewracał, bo kurtkę miał za dużą i nie widział jak stawia nogi. Obojętny był na nasze prośby, nawoływania, rozkazy, kategoryczne nakazy i pościgi.

– To bardzo niebezpieczne, że ten młody człowiek ma nas kompletnie w dupie. Kiedyś może stać mu się krzywda. Powinien wiedzieć, że gdy go wołasz, on musi się zatrzymać nawet pośrodku kałuży. – powiedziałam do Ojca Dzieci, truchtając w pościgu za młodocianym zbiegiem.

– Daj spokój, on jest malutki, jeszcze nic nie rozumie. Poza tym, co mu się może stać? – odpowiedział Ojciec Dzieciom, rzucając światu wyzwanie.

Jakże cofał w popłochu swe słowa, gdy dziesięć minut później, kiedy już mieliśmy pakować dupy do samochodów, jego Syn Młodszy postanowił nic sobie nie robić z nakazu stania w jednym miejscu i ruszył wprost na ulicę. Złapalim go za kaptur w ostatniej chwili, tuż przed samochodem, który niczego się nie spodziewał, a na pewno nie małego chłopca na środku ulicy.

Po tej historii Syn Młodszy okazał się nie być taki malutki, w lot nauczył się zatrzymywać (właśnie grając w STOP ze swoim bratem) a Ojciec Dzieciom musi wysłuchiwać tej historii regularnie, jako dowód, że zawsze mam rację.

Wiem, że wiele osób mówi wam, że dzieci nie są głupie. Niestety, to prawda. Na szczęście można je podejść na kilka sposobów i ta gra to jeden z nich. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom – ta niewinnie wyglądająca zabawa może uratować was przed sytuacją, w której żaden rodzic nie chce się znaleźć. Nigdy.

_MG_5047


Jeśli znasz dziecko, które czasem powinno się zatrzymać – polub i udostępnij ten tekst jego rodzicom, niech już wiedzą jaki mają wachlarz możliwości.