Moi? Je ne suis pas Charlie.

by aniversum

Ojciec Dzieciom i ja znowu nie wpisaliśmy się w tłum. Francja ruszyła szturmem protestować przeciwko głupocie, a my patrzyliśmy na to w milczeniu, bo wymiana spojrzeń wystarczyła, żeby wiedzieć, że żadne z nas nie jest dzisiaj żadnym z Charliech.

Nie chodzi o to, że poglądy na temat zabijania ludzi mamy jakieś bardzo kontrowersyjne –  bo nie mamy. Oboje jesteśmy przeciwni karze śmierci. Nie wiem jak Ojciec Dzieciom, ale ja bym morderców i stręczycieli obdzierała powoli ze skóry i maczała rany w kwasie, ale nie zabiłabym skurwysynów. Znaczy, nie wyrwałabym żadnego z tych chwastów.

Coś innego nie pozwala nam iść w tym tłumie. Jak i w żadnym z tłumów, który wykrzykuje co chce a czego nie chce. Nie zabiliby nas pod stocznią, nie zadeptali na niemieckiej paradzie równości. Nawet na koncertach pod sceną nikt nie nadepnął by nam na nogę.

Może to specyfika bycia jedynakiem, może jakieś aspołeczne z nas jednostki, jednak gdzie tłum tam zawsze jakoś mało… człowieka.

Muzułmanie, których znam nie strzeliliby do nikogo, tak samo jak katolicy, których znam nie pierdolą takich bzdur jak Terlik. Wielki jest wór, do którego wrzuca się ludzi. Wolę nie brać w tym udziału.