Mieliśmy tylko przestawić biurko

by aniversum

Kiedy wracam myślami do lat swego beztroskiego dziecięstwa, przypominam sobie łatę, którą przypinano mi z lubością: bałaganiara. 

Nikt się nie zagłębiał w miazmaty mojej osobowości i detale organizacji pokoju, więc trudno mi powiedzieć, czy skłonność do otaczania się chaosem wynika z mojej predyspozycji czy raczej tego oczekiwał ode mnie świat. Zawsze wydawało mi się, że gdyby ktoś miał w tajemniczych okolicznościach zaginąć w swoim własnym mieszkaniu, pożarty przez stworzony własnoręcznie bałagan  – byłabym to ja. A  potem poznałam Ojca Dzieciom.

Wspominałam już kiedyś o spacerujących po domu skarpetach, piętrzących się stosach papierów i walającym się wszystkim. On jest mistrzem w generowaniu chaosu, nad którym sam nie umie zapanować. Bałagan zdaje się podążać za nim i po cichu wyciąga z półek książki, rzuca klucze gdzie popadnie i kolekcjonuje stare kubki po kawie pod stosem dokumentów na biurku.

I nadchodzi ten moment  kiedy jego bałagan zaczyna zjadać mój bałagan. Wtedy budzą się moje demony pasywnej agresji i trzaskam drzwiami, warczę, kopię buty i bardzo głośno wrzucam naczynia do zlewu. Po pewnym czasie, kiedy już mam wrażenie, że para wyjdzie mi uszami i zacznę gwizdać jak bardzo zła i bardzo czerwona lokomotywa, on pyta:

– Coś jest nie tak?

Tiuuuu! Tiuuuuuu!!!!

Na urodziny wymarzyłam sobie, mieć porządek w dużym pokoju. Cały dzień sprzątałam, żeby wieczorem móc sobie usiąść w fotelu, założyć nogi na stół i czytać w spokoju książkę, być może sącząc jakiś Muscat. Wyszłam z pokoju na chwilę, zostawiając psa w towarzystwie worka na śmieci pełnego kurzu z odkurzacza.

Resztę wieczoru Ojciec sprzątał kurz z podłogi a ja płakałam ze złości. W końcu przyszedł czas, że COŚ trzeba było przedsięwziąć. Postanowiliśmy (ja) przenieść (Ojciec Dzieciom) jego stanowisko pracy do sypialni. Tam będzie mógł spiętrzać biurokrację i gromadzić śmierdzące skarpety do oporu (ja), a w salonie będzie panował ład, porządek i harmonia. Przy okazji wpadliśmy na pomysł przeniesienia jednej z komód do pokoju dzieci, żeby wszystkie ciuszki i skarpeteczki były skumulowane w jednym epicentrum bałaganu (Starszy Syn chyba zjada po jednej skarpecie z każdej pary?). Przy okazji wizyty w IKEA kupiliśmy nie tylko nową komódkę, ale też dwa regały na zabawki dzieci. Wcześniej nabyliśmy łóżko na antresoli dla Syna Starszego… W efekcie już trzeci dzień rozkręcamy, skręcamy, przenosimy i wynosimy meble z jednego końca w drugi. Wczoraj w salonie nie można było przejść bo drogę zastawiały szafy, antyczne biurko, pamiętające młodość Ojca Dzieciom i trochę prania, które zabłądziło w drodze na suszarkę. W sypialni zamieszkała nowa szafa czterodrzwiowa, w której zmieściły się nasze ubrania, pościel i inne takie. I jeszcze zostało miejsce, żeby kot mógł tam nasikać! Największą zaletą tej szafy jest nie jej powierzchnia, ale cena – 20 euro.

Dzisiaj już osiągnęliśmy zen w pokoju dzieci – mają mnóstwo miejsca do zabawy i w końcu nie skaczą po swojej pościeli. Zdążyli też zaprezentować mi jakie możliwości bałaganienia roztoczył przed nimi ten nowy porządek świata.

Jutro może uda mi się znaleźć kanapę… ?