Z wizytą u Gombrowicza

by aniversum

irony-shirt

Czasami budzę się w innym wymiarze. Na pewno każdy tak ma, że wstaje rano i zastanawia się jak to możliwe, żeby zrobić TAKI bałagan  na tak małej przestrzeni, osochosi tym wszystkim ludziom i gdzie jest najbliższa oaza z kawą. Ja zwykle budzę się w wymiarze, do którego scenariusz pisał Witold Gombrowicz, a korektę wprowadzał Bareja, a czasami aż słyszę, Mrożka mówiącego:

– Dobre, dobre! Dopisz jeszcze, że USOS się zepsuł!

Dzięki, Sławek!

Mój dyplom miał być gotowy na przed-świętami. Dlatego trasa naszej podróży do Polski obejmowała Warszawę, chociaż średnio nam było po drodze. Spędziliśmy tam miły weekend w przepięknym hotelu H15, zjedliśmy dobre śniadania i spotkaliśmy się z przyjaciółmi. Zwiedziliśmy jarmark Bożonarodzeniowy (wyjątkowo kiepski w tym roku!) i na koniec, kiedy nastał poniedziałek – udaliśmy się na Wydział, żeby zdobyć dowód moich kompetencji zawodowych.

Potulnie, na czworakach i z durnowatym wyrazem twarzy wczołgałam się do dziekanatu, a tam…

– Nie mamy pańskiego płaszcza i co pan nam zrobi? 

Się okazało się, że tuż przed wydrukowaniem jakiś dokumentów, wprowadzono udoskonalenie systemu USOS. Ci, którzy studiowali w czasach analogowych, mogą nie wiedzieć, że USOS to system, który uniemożliwia podrabianie podpisów w indeksie, zdarza mu się poprawnie zapisać studenta na zajęcia i w kluczowych momentach (3-4 razy do roku) psuje się, kiedy akurat trzeba coś  z nim zrobić.

– Skoro zaktualizowali system, to chyba powinien działać, nie? – zapytałam z nadzieją w głosie, a rechot Gombrowicza odbijał się echem w mojej głowie.

– Teoretycznie tak, ale praktycznie to jest tak, że zaktualizowali system i nic od tamtej pory nie działa.

Aha.