W żłobie leży…

by aniversum

950305_S4_day_nursery_eckbolsheim_sku_03

Hol

Od listopada Emma chodzi do żłobka. Wydaje mi się, że jest tam już z pół roku, a to dopiero dwa miesiące. Dzisiaj opowiem wam o tym, czego żałuję w tej decyzji.

We Francji sytuacja z opieką dzienną dla dzieci poniżej 3 roku życia jest dość specyficzna. Pewnie równie specyficzna jak w Polsce. Otóż można posłać dziecko do żłobka albo do opiekunki. I nie powiedziałabym, że tych żłobków jest takie zatrzęsienie, że nie wiadomo który wybrać. W naszej miejscowości jest jeden, ale tutaj mieszka tylko 5 tysięcy osób. Nie wiem jak sprawa ma się w oddalonym o kilometr Strasbourgu.

Kiedy zdecydowaliśmy się posłać Emmę do żłobka, moje głowa kiwała zgodnie, w rytm argumentów Ojca Dzieciom, ale serce krzyczało: PO MOIM MARTWYM TRUPIEEEEEE!!! Ojciec Dziecka zadzwonił i co się okazało? Że mamy niebywałego farta, bo właśnie jest jedno (1!) wolne miejsce w Emmy grupie wiekowej. Nie wiem, czy w tamtej chwili nazwałabym to fartem…

Poszliśmy obejrzeć przedszkole, porozmawiać z panią dyrektor i przedstawić Emmę światu. Ojciec Dzieciom załatwiał formalności, a ja ganiałam za Emmą, która czuła się jak ryba w wodzie i ciągle wspinała się na smoki (patrz: zdjęcie powyżej).

950305_S2_day_nursery_eckbolsheim_sku_06

Szatnie

Wolne miejsce okazało się być naprawdę cudem, bo żłobek, czy też coś, co przetłumaczyłabym jako Dom Wczesnego Dzieciństwa – jest niewielki. Bynajmniej nie pod względem gabarytu, bo to ogromna przestrzeń, wybudowana 4 lata temu. Niewielki, ponieważ są tam tylko 4 grupy: żółta (do 1 roku), zielona ( od 1 do 2 lat), fioletowa (2-3 latki) i pomarańczowa (3-4 latki). Emma jest w grupie zielonej, gdzie oprócz niej jest jeszcze czternastu krasnali. Opiekują się nimi trzy panie. W sali zielonej są dwa wyciszone pokoje przeznaczone do snu, strefa jedzenia, która jest niedostępna poza czasem posiłków, osobne pomieszczenie z ubraniami i miejscem do przewijania oraz wielka przestrzeń do zabawy.

950305_S2_day_nursery_eckbolsheim_sku_08

Sala „pomarańczowa”

Poza tym na piętrze znajdują się takie atrakcje jak: sala wodna – pomieszczenie ogrzewane od góry, ponieważ podłoga zamienia się w wielki brodzik, gdzie dzieci mogą bawić się wodą i różnymi zabawkami; sala bajek – kanapy, fotele, pufy i teatrzyk – miejsce do słuchania bajek i oglądania przedstawień kukiełkowych; sala zabaw symbolicznych – pokój pełen drewnianych kuchenek, łóżeczek, straganów warzywnych i lalek – tam dzieci bawią się w „dorosłych”; sala zabaw kreatywnych, w której dzieci malują, a kiedy im się znudzi lub nie mają ochoty na takie zabawy zawsze mogą odejść od stołu i wejść do piaskownicy pełnej makaronu(!); sala do zabaw motorycznych – materace, zjeżdżalnie, basen z piłeczkami.  I to nadal nie wszystko – jeśli na dworze nie jest zbyt zimno, dzieci ubierają się i wychodzą na ogrodzony plac zabaw, żeby ćwiczyć jazdę na rowerkach, pchaczach czy hulajnogach. A kiedy pada, wychodzą do holu i tam szaleją na piankowych torach przeszkód, jeżdżąc na różnych wynalazkach.

950305_S2_day_nursery_eckbolsheim_sku_07

Sala zabaw motorycznych

Szczególnie ważna dla mnie była kwestia tego, co te dzieci jedzą. Staram się żeby Emma nie jadła cukru i śmieciowego jedzenia (nie maniakalnie, oczywiście), dlatego ucieszyłam się, że jedzenie jest gotowane przez firmę cateringową z tej samej miejscowości i dowożone codziennie przed porą posiłku. Emma je w przedszkolu dwa razy ( o 11:30 i 15) z racji specyficznych godzin pobytu.

950305_S2_day_nursery_eckbolsheim_sku_02

Podwórko

Kiedy ustalaliśmy szczegóły, mogliśmy zdecydować ile czasu Emma będzie spędzała w przedszkolu. Niektóre dzieci są tam od 7 do 19. Zdecydowaliśmy, że Emma będzie chodziła tam trzy razy w tygodniu od 9 do 17. To głównie ja chciałam nadal móc spędzić z nią czas codziennie i co drugi dzień mieć ją tylko dla siebie. Miałam w tym ukryty interes – nie chciałam, żeby Emma mówiła tylko po francusku.

950305_S2_day_nursery_eckbolsheim_sku_04

Sala „fioletowa”

Adaptacja trwała tydzień-  pierwszego dnia Emma spędziła z nami godzinę w przedszkolu. Drugiego dnia posiedzieliśmy z nią tylko kwadrans i na pół godziny została sama. Codziennie ta ilość samodzielnego czasu się zwiększała, a czas rodzica w przedszkolu skracał. W końcu sytuacja wygląda tak, że kiedy parkuję pod przedszkolem, Emma zaczyna krzyczeć: oui, oui, oui! I sama biegnie do swojej sali, żeby już przez szybę przy drzwiach móc pomachać swoim koleżankom i kolegom. W pędzie zmienia buty i obdarowuje nas przelotnym buziakiem, dawno już zajęta swoim życiem. Kiedy ją odbieramy, zauważa nas przez tą samą szybę i woła panią, żeby otworzyła drzwi. Wskakuje w nasze ramiona i daje buziaki, robi „papa” i w podskokach wraca do domu. Widać, że lubi to miejsce i chętnie chodzi do przedszkola.

Jedyne czego żałuję, to tego, że nie jest w nim przez cały tydzień. W domu jej się po prostu nudzi. _MG_5053

Zdjęcia przedszkola pochodzą STĄD.