3? 2? 1?

by aniversum

W Polsce podobno spadł śnieg, dzieci się radują i w ogóle idzie zima. A jak zima, to wiadomo, że nadchodzi też ulubiony okres wszystkich ludzi: sprzątanie, gotowanie, pranie i urabianie dobie rąk po sam tyłek, bo oto wielkimi, brudnymi buciorami nadchodzą święta, a z nimi (w jeszcze brudniejszych butach) tabuny gości. Ja niby nie powinnam okazywać bólu dupy, bo wiadomo, że po pierwsze przyjadę na gotowe, a po drugie i tak nikt nie dałby mi nic bardziej odpowiedzialnego do ugotowania, bo istnieje ryzyko, że wszyscy skończylibyśmy ze s…niestrawnością.

W Alzacji na próżno wyczekuję śniegu już od trzech zim – nie padał i chyba nie ma zamiaru, bo jedyny termometr jaki mam ( w telefonie) przepowiada 10 stopni i mało słońca. Zamiast tego, kompletnie nieoczekiwanie nawiedziła nas choroba – każdego inna – a to grypa żołądkowa, a to angina, jakieś zapalenie krtani – do wyboru, do koloru. Z tego tytułu wczoraj Syn Młodszy zamiast zjawić się u nas – został u swojej Mamy. To już samo  w sobie jest niemałym wyczynem, bo reprezentuje ona specyficzny pogląd, że chłopcy żyją w symbiozie i pod żadnym pozorem nie powinno się ich rozdzielać. Muszą występować razem – jak winogronka. Moje zdanie na ten temat (jak łatwo zgadnąć) jest zdecydowanie odmienne – dzieci potrzebują czasu dla siebie i własnego czasu z rodzicem. Jednak wychowywanie ich Matki nie leży w moich kompetencjach. dlatego szczwany ten plan wcielam w życie w naszym domu, czasami zajmując się dowolnie skonfigurowaną parą dzieci, żeby jedno miało swój moment sam na sam z ojcem. Wczoraj jednak, kiedy był u nas tylko Syn Starszy i Emma, ze zdziwieniem zauważyłam, jaką różnicę robi jedno dziecko. Syn Starszy jak tylko wszedł do domu, bez słowa polecenia, prośby czy komentarza, poszedł do swojego pokoju sprzątnąć zabawki. Był z resztą tak zmęczony, że nie miał sił rozrabiać – po kolacji i kąpieli zaszył się w fotelu  z egzemplarzem Harrego Pottera i słychać było jak jego mózg odpoczywa. Przyznał się nam, że ostatnio nie spał zbyt dobrze, bo jego Młodszy Brat uprawia w domu dzikie harce – wpada w histerie i trwa w niej w nieskończoność każdego wieczoru. Przykro tego słuchać i trudno mi było powstrzymać się od robienia min, które zdradziłyby co myślę na temat zamykania dzieci na klucz w pokoju, ale udało się.

Nie mogę nie wspomnieć, że nieobecność Syna Młodszego wywołała we mnie poczucie, że „coś tu się nie odbywa jak powinno”. Brakowało jego swoistego wkładu w rytm życia, ale jednocześnie pozwoliło mi to zauważyć, że posiadanie dwójki dzieci to granie na poziomie medium. Z trójką to już jest czasami difficult, ale cały czas nie opuszcza mnie myśl, że pewnego dnia przeniosę tę grę na zupełnie nowy poziom.