List do Świętego Mikołaja

by aniversum

Dzisiaj nieco nietypowy wpis o tym, co można podarować prawie dwuletniej dziewczynce. Uwielbiam zabawki i często podkradam dzieciom Lego, kiedy nie patrzą, żeby sobie z nich pobudować. Emma ostatnio też odkryła klocki i budujemy coraz większe wieże i cudaki. Nie lubię plastikowych, grających zabawek, które doprowadzają mnie do szału a i dzieciom niepotrzebnie robią wodę z mózgu. Poniżej klika propozycji, które wydają się zainteresować moją córkę, są zgodne z tym, jakie zabawy wybiera sama na co dzień. Może tam też się przydadzą.

Lalki

Emmy pierwszą lalką  była szmacianka z IKEI. Bardzo ją lubi, bo można ją przytulać i jest dość lekka. Widzę jednak, że chętnie by lalki nosiła do wanny i kołysała w wózku, dlatego od pewnego czasu rozglądam się za niewielkim bobaskiem, który nie robi kupy i nie płacze, jak zabierze mu się smoczek. Wiadomo, że jakość plastikowych lalek może się między sobą bardzo różnić. Wolę wydać więcej raz, niż po pół roku kupować następnego noworodka, bo poprzedniemu coś odpadło albo pękło (często też zabawki zrobione z taniego plastiku są szkodliwe dla dzieci!). Lubię też lalki, które mają wyraźnie zaznaczoną płeć, zwracałam więc na to szczególną uwagę.

1. Antonio Juan: Pitu Toquilla

Antonio Juan to klasyk z górnej półki. Łatwo znaleźć go można na Allegro (klik). Na pewno z czasem do naszej rodziny dołączą też większe bobasy tej firmy, jednak dla dwulatki byłby one za ciężkie. To maleństwo, które widać powyżej ma 27 centymetrów i jest w całości zrobione z winylu.

2. Berenguer: La newborn

Kolejny hiszpański produkt, którego nie mogło na tej liście zabraknąć – Berenguer La Newborn. Dość trudno dostępne w Polsce lalki, których jakość nie pozostawia wiele do życzenia. Są nieco mniejsze, niż wspomniany wcześniej Antonio Juan, mierzą 25 cm. Można znaleźć je na Allegro (głównie jednak te większe egzemplarze) i na stronie lalki-berenguer.pl. Co ciekawe, zamawiając zabawkę przez stronę internetową  można wybrać nie tylko płeć, ale też wyraz twarzy!

Klocki

1. Lego DUPLO

Z klockami i dziećmi jest taki problem, że zawsze prędzej czy później ujrzymy dno pudełka, zwykle wtedy, kiedy jesteśmy w połowie budowania. Nie można osiągnąć takiego stanu, w którym powiemy: za dużo klocków! Dotyczy to zarówno LEGO jak i Lego DUPLO. Te drugie przeznaczone są dla młodszych dzieci, bo nie zawierają drobnych elementów i łatwiej jest z nich budować. Wiadomo też, że te klocki są wieczne i nie dość, że się nie starzeją to jeszcze nie zużywają!

Zielona płytka – podstawa wszelkiego stworzenia! Utrzymuje całą konstrukcję w jednym miejscu. Bardzo ułatwia budowanie!

Wielka farma –  Emma jest na etapie wydawania zwierzęcych dźwięków. Nie mamy zabawkowych zwierząt, bo te które udało nam się znaleźć rok temu musieliśmy wyrzucić – strasznie śmierdziały chemikaliami.

Domek dla LEGOLALEK – fajny sposób ćwiczenia codziennych czynności – zabawa w dom. Z tą zabawką mam nadzieję, że wszystkie nasze dzieci trochę się ogarną i ich jedyną zabawą nie będzie wieczna wojna zwaśnionych gospodarstw rolnych.

2. KLOCKI DREWNIANE

Geometryczna układanka – Emma ciągle niechętnie podchodzi do sortera. Denerwuje się, że kwadrat nie chce przejść przez ucho igielne i rzuca sprzętem po całym pokoju. Gdyby umiała to by jeszcze przy tym siarczyście klęła! Ta zabawka nie tylko uczy odróżniania kształtów, ale też wielkości i kolorów – coś co fani metody M. Montressori lubią najbardziej!

klocki i układanki Wonderworld

ABC – jesteśmy na etapie odszukiwania szczegółów na obrazkach i nazywania obiektów, więc klocki z literami, obrazkami i słowami są jak najbardziej na topie. W dodatku po angielsku, czyli jednym z czterech języków, w których mówi się w naszym domu!

klocki i układanki Wonderworld

3. UKŁADANKI

Zabawne buzie – świetna metoda na ogarnięcie co to są te uszy i oczy, gdzie to jest i czy każdy ma takie same. Magnesowe elementy twarzy w metalowym pudełku, coś czego szukałam już od dawna, bo Emma uwielbia magnesy!

klocki i układanki Mudpuppy

Domek Muminków – dwie magnetyczne tablice z magnesami, raj dla takich maniaków naklejania jak moja córka. Wszystko w fajnej formie muminkowego domu.

zabawki edukacyjne Barbo Toys

POJAZDY

1.Wózek dla lalek – Emma ma wózek dla lalek, który jest w użyciu codziennie – wozi w nim klucze, maskotki, klocki i lalki. Jest on jednak tak śliczny, że szkoda nam go brać na dwór. Poza tym jest dość ciężki, bo wykonany z litego drewna i przez to mało zwrotny, więc słabo sprawdzałby się jako towarzysz spacerów do parku. Pomimo tego że uwielbiam produkty wysokiej jakości, na podwórkową spacerówkę wyszukałam najprostsze wózki w ohydnym odcieniu paraliżującego różu. Oba można znaleźć w SMYKU (wystarczy kliknąć w obrazek).

2. Jeździk PUKYLINO  – Emma chętnie śmiga po domu na swojej hulajnodze MiniMicro z zamontowanym BabySeat, tę trudną sztukę opanowała dopiero niedawno. Jednak z zaskakującym entuzjazmem podchodzi do plastikowego rowerka, który kupiłam kiedyś w Lidlu (za 9 euro!). Wyglądem przypomina on PUKYLINO, niestety jest bardzo niestabilny i często te przygody kończą się na podłodze. Jeździk, który wybrałam już kiedyś oglądaliśmy w sklepach z zabawkami, jednak Emma nie umiała jeszcze chodzić. Teraz jestem pewna, że dużo chętniej podeszłaby do tego sprzętu, tym bardziej, że w Alzacji nie ma zimy i w parku jesteśmy prawie codziennie.

MALI DOROŚLI

1. Zestaw do sprzątania – szkoda nie wykorzystać tego budzącego się potencjału i dać dzieciom szczotę i ścierę. Nie tylko nauczą się sprzątać, ale i my sobie odpoczniemy. Szczególnie nasza młodsza dwójka lubi porządki – wkładanie prania a potem jego rozwieszanie, zamiatanie, odkurzanie i ścieranie kurzy to coś co sprawia im wiele radości.

Drewniana miotła od Klein – markę Klein poznałam rok temu, kiedy kupowałam narzędzie dla Syna Młodszego. Ich produkty są świetnie wykonane i niezniszczalne (Emma wielokrotnie poddawała młotki testom zderzeniowym). Bardzo się ucieszyłam, kiedy udało mi się znaleźć zwyczajną miotłę, która nie jest plastikowa (mniejsze ryzyko, że ktoś na nią nadepnie i połamie). Ta jest niestety prawie równa z Emmą, bo ma aż 78 cm.

Szczotka, zmiotka i szufelka – tutaj szczotka jest plastikowa, ale nieco mniejsza – 65 cm.

Mop Vileda – mini replika naszego mopa, który jest mi wyrywany przy każdym myciu podłogi. Cóż, co dwa mopy to nie jeden!

Suszarka na pranie – gdy w domu jest pięć osób, z czego troje to dzieci, pranie nigdy się nie kończy. Kończy się natomiast miejsce na wieszanie tego prania. Znalazłam coś ekstra, w sam raz na nieprzebrane ilości mikrokoszulek i leginsów – suszarka na pranie w wersji mini!

2. Odkurzacz – ciągle szukam idealnego, który nie tylko robi hałas i zajmuje miejsce, ale też naprawdę może wciągać jakieś drobne paprochy. W ten sposób w domu byłoby cały czas czysto, bo Emma jak już dopadnie do tego sprzętu to nie chce oddać. Znalazłam kilka wersji.

Just Like Home Dyson jest najbliżej tego ideału. Jest dostępny tylko w sklepie Toys R Us.

BOSH od Klein to mój numer dwa – ma mniej kosmiczny wygląd i bardziej przypomina odkurzacz. No ale nie ma opcji sprzątania, za to jest droższy.

KSIĄŻKI

Emma jeszcze niechętnie słucha historyjek z książek, dlatego głównie oglądamy obrazki. Najfajniejsze książeczki to te, gdzie coś można przesunąć, otworzyć, zajrzeć do środka. Grube, tekturowe strony świetnie znoszą wszystkie crash testy, jakie funduje książkom moja córka.

„Co wypanda, a co nie wypanda”, Ola Cieślak; Wydawnictwo Dwie Siostry – chyba sama sobie kupię tę książkę, bo co znajdę gdzieś fragment, to zesikuję ze śmiechu.

Jeży się na głowie włos,

gdy wycierasz w rękaw nos.

(Skup się na tej myśli ciut,

nim ci z nosa skapnie glut).

„MAPY” , Aleksandra Miezielińska, Daniel Miezieliński- kultowa książka z… mapami. Jej fragment dostaliśmy w tym roku od Kancelarii Premiera i mapa Polski wisi nad łóżkiem Emmy, która codziennie przed snem pokazuje nam gdzie są pierogi. Książki Miezielińskich, czyli seria Mamoko są jednymi z najczęściej oglądanymi w naszym domu.

„Mamoko na miasteczko”, A. i D. Miezielińscy, tego Mamoka jeszcze nie mamy.

No tak, żadna z tych ksiązek nie jest tak naprawdę otwieranką, ale takie książki niezwykle trudno mi znaleźć.

To już cała lista zabawek-prezentów. Wiadomo, że można jeszcze kupować dzieciom ciuchy, ale jeszcze nie słyszałam okrzyków zachwytu na widok leginsów (słyszałam za to na widok bluzy-pingwina, Emma złapała ją w sklepie i nie chciała oddać nawet przy kasie). Niedługo zdradzę wam o czym marzy siedmioletni chłopiec. Wiem z pewnego źródła…