Zło wcielone

by aniversum

Drzewa powoli otrząsają się z liści. Kilka dni temu, kiedy wyszłam przed dom poczułam specyficzny zapach buki zimy. Nie myliłam się,  tego samego dnia zimę poczuł też sąsiad i nawet zamontował na podwórku choinkowe lampki. Dzień później inny sąsiad podłączył swoje świąteczne dekoracje do prądu. W centrum miasta stoi już choinka. Wszyscy czekają na zielone światło, które 28 listopada da początek Jarmarkowi Bożonarodzeniowemu. Tymczasem u nas…

IMG_3195.JPG

Ten weekend chłopcy spędzają u nas – wczoraj im się upiekło, bo niespodziewanie dopadła mnie migrena i zamiast myć podłogi – umierałam w łóżku. Kto miał kiedyś migrenę, ten wie, a kto nie miał, niech się cieszy, że nigdy nie miał ochoty wydłubać sobie oczu. Dzisiaj mój stan ogólny uległ poprawie i zagoniłam wszystkich, którzy nie uciekli (Ojciec Dzieciom poszedł trenować czyjeś psy) do sprzątania. Już nieraz chłopcy pokazali mi, że sprzątają świetnie, wprowadzają nowatorskie rozwiązania (skarpety ukryte w klockach, ogryzki od jabłek pod stołem, szklane kulki pod łóżkiem) i nie boją się ryzyka (lego rozrzucone po podłodze tak, że niby go nie widać, a i tak nadepniesz).

Żeby sprzątanie się nie przykrzyło, czasami wymyślam przy tym zabawy – nie oszukujmy się, zwykle to wyścigi albo „pachoły” – jestem królową, która wskazuje przedmiot i ten, kto pierwszy zrozumie o co mi chodzi i odłoży to na swoje miejsce – wygrywa. Nagrodą jest satysfakcja.

A propos nagrody – kiedyś czekałam z chłopcami w samochodzie i bardzo im się nudziło.

– Zagrajmy w coś – zajęczał Starszy.

– Zagrajmy w coś – powtórzył po nim Młodszy.

– W króla ciszy! – zaproponowałam swoją ulubioną grę.

– Dobra, a jaka będzie nagroda? – w Starszym odezwał się (wcale nie tak) głęboko ukryty materialista.

– Cisza – odparłam z błogim rozmarzeniem.

– No tak, taki jest sens gry, ale jaka będzie nagroda? – nie dawał za wygraną.

– No cisza – upierałam się.

– Nie rozumiesz mnie – machnął ręką zniechęcony Syn Starszy.

– Nie, to ty nie rozumiesz – uśmiechnęłam się, nadal błądząc myślami wokół tej niemożliwej do osiągnięcia nirvany.

Ale wracając do sprzątania – moi młodzi panowie, kiedy chwalę ich za posprzątanie pokoju często mówią:

– E, u mamy to nie musimy sprzątać.

– Nigdy u mamy nie sprzątamy!

– Tylko tutaj trzeba odkładać zabawki na miejsce!

Nie lubię takich gadek, ale nie lubię też bałaganu, zwłaszcza tego, którego nie zrobiłam a muszę posprzątać. Zaraz, zaraz… Muszę? A czy jego twórcy nie mają rączek? Zasady są (na pozór) jasne – skończyłeś rwać na mikroelementy gazetę – odkurz po sobie, zamieć, zliż to, wciągnij nosem, pozbieraj – no do cholery, sprzątnij po swojej zabawie! Czasami (mhm) trzeba ich dopytać:

– Skończyliście się już bawić w rzucanie klockami o ścianę? Czy mogę po was posprzątać? – pytam uprzejmie, potrząsając workiem na śmieci.

W te pędy okazuje się, że właśnie jeszcze się bawią, a konkretnie to sprzątają z wielką pasją.

Dzisiaj poprosiłam Syna Starszego o uporządkowanie swojego biurka. Narzekał, że może to zrobić, ale żebym młodzież zabrała bo mu przeszkadzają.
IMG_3194.JPG

To młodzież i ja zaczęliśmy lepić z masy zrobionej z milionów małych styropianowych kuleczek poklejonych jakimś specjalnym czymś. Mało bałaganu a dużo radości (we włosach głównie). Kiedy Syn Starszy spostrzegł, że impreza odbywa się gdzie indziej i w dodatku nie otrzymał na nią zaproszenia, zbuntował się.
– Dlaczeeeego nikt mi nie pomaga – jęczał przekładając z jednej kupy na drugą jakieś papiery, które były bezcenne a dla mnie po prostu bezwartościowe.

– Dlatego że sam najlepiej wiesz, co jest ci potrzebne w biurku – odpowiedziałam. – Chyba, że chcesz, żebym ja to sprzątnęła – zaproponowałam.

– Aha, nie dzięki. – odburknął.

Co jakiś czas jednak wznosił lament:

– Czy mógłby mi pomóc ktoś, kto nie jest Anną? – błagał teatralnie.

Już witał się z gąską końca swojego bazaru (fr. bazar  – bałagan; ważne żeby nie powiedzieć – burdel), kiedy zauważył, że młode wilki słuchają piosenek dla dzieci.

– Dlaczego nie mogę sobie zrobić przerwy ? – zapytał.

– Bo już prawie skończyłeś, zostało ci tylko spakować śmieci do worka – odpowiedziałam.

– Nie, ja wiem dlaczego! Bo jesteś diabłem! 

I tak właśnie stałam się wcieleniem wszelkiego zła. No ale przynajmniej czysto jest.