Superbohater

by aniversum

Pojawił się w moim życiu na samym początku. Przed Panem Samochodzikiem, nawet przed Włóczykijem. Jednak, żeby zauważyć jego supermoce potrzebowałam prawie ćwierć wieku i kilku tysięcy kilometrów podróży.

Na pierwszy rzut oka nie ma nic charakterystycznego dla Superbohatera. Ani nie jest szczególnie barczysty, ani nie nosi majtek na rajstopach ani nawet nie ma laserów w oczach (chociaż tutaj akurat nie jestem taka pewna). Umiejętności, które posiada są nieporównywalne z żadnymi innymi. Kryptonit czy LSD to nic w porównaniu z tym, co napędza tego gościa.

To musi być coś ekstra, skoro przez całe moje życie miałam wrażenie, że jest niezniszczalny, wie wszystko i ma niezwykłą umiejętność sprawiania, że dzieje się niemożliwe. Na przykład jak miałam dwa albo trzy lata w naszym domu w Wigilię pojawił się niemożliwie paskudny Mikołaj. Całe szczęście nie pamiętam go, ale jak patrzę na zdjęcia, to pewnie narobiłam w gacie ze strachu. Dzięki, tato!

Tak, moim pierwszym superbohaterem jest mój ojciec. Ojciec Dzieciom często mówi, że jestem córeczką tatusia, bo mam tendencję do wygłaszania takich treści:

– No nie wiem, MÓJ TATO to by to zrobił inaczej. 

Tak powiedział mój tato, to sprawdź, bo pewnie wie co mówi.

czy takich:

– W Polsce panuje taki zwyczaj, że najpierw prosi się o rękę ojca Panny Młodej. Trzeba z nim spędzić tydzień w lesie, na testach, żeby mógł sprawdzić czy się w ogóle do czegoś nadajesz. 

Jeśli miałabym o kimś powiedzieć: „No, to jest gość!” to na pewno o nim. Chyba już ostatecznie przestałam być nastolatką, bo dopiero teraz zrozumiałam, jak trudno musiało być ojcem nastoletniej mnie. Ba! Trudno mi było być nastoletnią sobą! Mam jednak poczucie, że w końcu znaleźliśmy wspólny język. Że i w jego głowie już ewaluowałam z Robaczka do Człowieka.  Teraz Robaczkiem jest moja córka, a mój superbohater ćwiczy kolejne supermoce, doprowadzania mnie na skraj cierpliwości i krok dalej, pytając kiedy w końcu pójdę do pracy i co ja właściwie będę robić po tych moich głupich studiach. 

21 grudnia znowu się spotkamy, już nie mogę się doczekać. W końcu niewiele osób mówi do mnie Andzia, oddałoby za mnie życie i weszło w ogień. No i niewiele by mnie tak denerwowało głupimi gadkami i kazało zmywać makijaż w samochodzie :-)

 


A wy? Macie swoich superbohaterów, którzy zrobią dla was wszystko (naprawdę wszystko) ?