Sekrety

by aniversum

A co gdybym powiedziała wam, że w odległości dwóch kilometrów od was ukryty jest skarb? Wystarczy tylko wziąć mapę, dobre buty i wyruszyć na poszukiwanie przygody. Jest tak blisko, tylko kilkaset metrów. Weźcie znajomych!

Geocaching czyli zabawa w poszukiwanie skarbów. Żeby się do niej przyłączyć potrzebne będą:

  • chęć
  • zapał
  • ciekawość
  • spostrzegawczość
  • cierpliwość
  • i telefon z GPS

Macie wszystko? Zainstalujcie aplikację geocaching (dostępną zarówno na android jaki i iOS) i sprawdźcie gdzie wokół was jest jakiś skarb. Niezależnie od tego gdzie siedzicie, czy w Polsce czy Irlandii czy na Śląsku – na pewno do najbliższego cache macie niedaleko. Chyba, że mieszkacie w środku lasu. 

Swoją przygodę z poszukiwaniem skarbów rozpoczęłam dzięki koleżance, która pokazała swój cache na Facebooku. Moje pierwsze poszukiwania odbyły się w Paryżu. Siedziałam w parku i już nieco mi się nudziło podsadzanie Emmy do zjeżdżalni albo pilnowanie, żeby nie wybiła sobie zębów, więc sprawdziłam jak daleko mam do najbliższej skrytki. Kilometr  – pokazał telefon. Kilometr to w sumie nie daleko, nie? To poszłam. To był bardzo długi kilometr, podczas którego młoda zasnęła, a większość drogi była pod górę. Gdy dotarłam do zaznaczonego na mapie miejsca, byłam przerażona. Most nad torami, pełno jakiś papierów.

– Czego ja tu szukam? Tężca? – zapytałam samą siebie.

Bałam się, że ktoś się w końcu zainteresuje, czego tak szukam obmacując poręcze i przeginając się, żeby spojrzeć pod spód bilboardu. Miało coś być, a nie było. Zaczynałam się irytować, bo aplikacja pokazywała, że skrytka nadal tam jest, nikt jej nie zabrał i w dodatku każdy się cieszy ze znaleziska. Już miałam odchodzić (sfrustrowana i zła!), kiedy pod pewnym kątem dostrzegłam, że słupki nie są identyczne. Jeden z nich miał o jeden srebrny pakunek za dużo. Sięgnęłam tam ręką i … !!

IMG_1945.JPG

Drugi Paryski cache był ukryty w Jardin des Plantes – uroczym miejscu, w którym papugi latają ( i srają) nad głowami przechodniów. Pewnie bym tak nie zaszła, gdyby nie fakt, że jadąc autobusem przeglądała najbliższe skrytki. W środku pudełka wielkości kromki chleba był notatnik, kredki, kilka drobiazgów – spinki, naklejki, bransoletka ze sznurka. To jedyny tak duży cache, który znalazłam. Większość z nich byłą wielkości pojemnika na film do aparatu analogowego (#gimbynieznajo). W środku najczęściej znajduje się zwitek papieru, na którym można się podpisać.

A w ostatnią niedzielę wyruszyliśmy na poszukiwania całą rodziną. Syn Starszy uwielbia takie zabawy. Odkąd się znamy, w jego urodziny organizuję mu wielkie poszukiwanie skarbów (prezentów). W tym roku ganiał po domu moich rodziców w Polsce i ze słownikiem polsko-francuskim rozwiązywał kolejne zagadki językowe. Nie mógł uwierzyć, że wszędzie ukryte są skarby. Żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia jego miny, gdy jako pierwszy odnalazł tulejkę ze zwiniętym logiem.

W Strasbourgu skupiliśmy się głownie na  Le Petite France – le wyspie z les zabytkowymi domami ( z XIV wieku niektóre!). Przy okazji zajadaliśmy się regionalnymi przysmakami: francuzy zajadały się pieczonymi kasztanami, a ja w końcu spróbowałam ślicznych ciasteczek – makaroników. Szczerze mówiąc, widzę sens ich jedzenia jedynie do bardzo mocnej kawy. Są tak słodkie, że można dostać cukrzycy od samego zapachu (tak tak, nadal jestem na diecie!).
IMG_3180.JPG

Podczas naszego spaceru znaleźliśmy trzy cache. Syn Starszy, Ojciec Dzieciom i ja – każdy po jednym. Syn Młodszy i Emma przyglądali nam się badawczo i co chwilę pytali, dlaczego idziemy tunelem pod mostem, zamiast jak ludzie – po chodniku na górze. Poszukiwania skarbów zaprowadziły nas w rejony, w które normalnie byśmy się nie wybrali – nabrzeże rzeki, podwórko kościoła, ukryty korytarz między kamienicami. Szukając maleńkich schowków można odnaleźć niesamowite miejsca.

IMG_3181.JPG

Na stronie geocaching.pl możecie przeczytać więcej o tym, jak zabawa odbywa się w Polsce – polecam wam, jeśli tak jak ja, nie lubicie łazić bez sensu na spacery przed siebie. Może nie jestem tytanem romantyzmu, ale jak już gdzieś mam iść, to wolę mieć po co, bo tak iść aby iść to … Mam w domu orbiter, to mogę sobie pochodzić. :-)

Dajcie znać, czy znaliście tę grę. A może dopiero zaczniecie swoje przygody? Kto wie, gdzie was to zaprowadzi?

IMG_0007.JPG