Pani Hemingway

by aniversum

Co kobiety mają do powiedzenia i dlaczego tego nie mówią?

Dlaczego jak kobieta napisze książkę, to ona zwykle jest albo o poszukiwaniu faceta, albo  o tym jak się go pozbyć? (Może ja czytam złe książki, po prostu?)

W XIX wieku nadal pisali głownie mężczyźni. Dziewiętnasty wiek! To przecież już prawie XX! A stamtąd tak niedaleko okazało się być do wieku dwudziestego pierwszego, w którym nikt nie umie poprawnie odmieniać miesięcy i  wymówić roku.

Kobiety nadal nie piszą  o filozofii, o życiu. Jedynie o uczuciach. Kobiety piszą dla kobiet, opowiadając im historie o mężczyznach, którzy nigdy nie istnieli. Kobiety czytają kobiety, żeby wyobrażać sobie życie, jakiego nie ma, czuć coś, czego nie poczuły i marząc o czymś, czego nie potrafią zdefiniować.

Ja wiem dlaczego kobiety nie piszą o filozofii, o egzystencjalizmie. O tym, jak upływa im życie i co to znaczy. Bo kobiety za szybko myślą. W dodatku kobiety myślą w sposób przestrzenny, między wymiarowy. Jednocześnie przetwarzają takie ilości informacji,  że konsola Play Station rozdziawiłaby się ze zdziwienia, gdyby mogła to zobaczyć. No i gdyby miała usta, oczywiście.

Te kobiety, które wyrywają się przed szereg, o życiu mówią tylko wtedy, kiedy dogaszają papieros w  szklance jakiegoś męskiego drinka, załóżmy Whisky, a potem wypijają popiół razem z płynem. Mężczyźni w ich opowieściach są tak mało zachwycający,  że pewnie sami sobą gardzą. Ich historie są pełne żalu, zawiedzonych nadziei  i niespełnionych marzeń. Czy to wszystko wynika z tego, że rzeczywistość nie jest w stanie zaspokoić potrzeb kobiet?

Nie ma jednego schematu zaspokajania kobiety, każda z nas lubi coś innego.  Niektóre poczują się spełnione, kiedy obejmą wysokie stanowisko, na które wkroczą w niebezpiecznych szpilkach z czerwoną podeszwą, inne ukontentują życie, gdy ich dzieci ( w liczbie od trojga w górę) okażą się nie być ofiarami losu i będą umiały same zadbać o własny tyłek (a najczęściej jeszcze o tyłek młodszego rodzeństwa), są kobiety, które nie muszą odnosić sukcesów w hurtowym macierzyństwie i dla nich wyzwaniem jest pogodzenie prania i sprzątania z pracą. I jest jeszcze dwa miliardy sto osiemdziesiąt siedem milionów osiemset trzydzieści osiem tysięcy sto pięćdziesiąt innych wersji spełnionych kobiet. Na pewno niektóre z nich mają podobne wizje szczęścia, a inne się wykluczają. Tyle wspaniałych opowieści, których nikt nie słucha, bo nikt ich nie opowiada. Te tłumy kobiet nie mogły powiedzieć nic o swoim życiu, kiedy Sienkiewicz produkował nieskończone ilości materiałów tortur młodzieży nienarodzonej.  Kiedy wreszcie dopuszczono je do głosu, nie mają nic do powiedzenia, a to co tłumi się w ich głowach jest niemożliwe do opisania.

Kobiety przedstawia się jako wariatki, z którymi hormony robią najgorsze możliwe rzeczy. Zmieniają nas w potwory, które brocząc krwią pożerają każdą molekułę czekolady, która stanie nam na drodze bądź spróbuje się przed nami ukryć. W opowieściach czyni się z nas istoty prawie bezmózgie, kierowane jedynie instynktami  (szczególnie macierzyńskim). Niejednokrotnie wyśmiewa się kobiecą intuicję, mówiąc o niej jako o fanaberii bądź  urojeniu. Dlaczego mężczyźni się z nas śmieją, głaszczą nas pod włos i kopią w nasze miękkie podbrzusza? Przeczuwam, że ze strachu.

Wszystkie te gadki, że mężczyźni są prości, a kobiety skomplikowane, że jesteśmy z Wenus i brak tlenu odbił się na naszych intelektualnych możliwościach, że mężczyźni potrafią czytać mapy, a kobiety potrafią tylko czytać plotki na portalach internetowych, naprawdę można wsadzić do jednego worka. A  wór wsadzić do rzeki. Niech spływa.

Posługując się odrobiną stereotypu na pewno wyzwoliłam już w waszych mózgach reakcję: „Ej, ale nie zawsze tak jest!”. Być może nawet nigdy tak nie jest. Być może wszystkie stereotypy to kłamstwa, których nie mieliśmy czasu zweryfikować, a nasze myślenie prowadzi nas na skróty przez pole, bo we wsi stoi… Prawda.


Podobało Ci się? Polub i udostępnij, żeby inni też mogli przeczytać. Na waszych oczach tworzę swoją pierwszą książkę (!!!)