Jak wychować sobie człowieka?

by aniversum

W naszej rodzinie nie uznajemy ideologii gender. Moim zdaniem jest szkodliwa i zaburza naturalny porządek świata. Nie wyobrażam sobie, żeby mężczyźni musieli sprzątać po sobie. 

Przez połowę czasu, więcej jest u nas mężczyzn. Jak pisałam we wstępnie, nie dopuszczam do sytuacji, w której po sobie sprzątają. Absolutnie. Kiedy są u nas chłopcy sprzątają i po sobie,i po Emmie a czasami i po nas. Poszłam nawet o krok dalej i system w naszym domu jest zupełnie niesprawiedliwy. Odczłowiecza. Pozbawia praw.

Niezależnie od płci, trzeba odkładać na miejsce pastę do zębów, zabawki mają swoje miejsca a książki nie mogą leżeć bylejak i bylegdzie. Mój podły sposób bycia uprzykrzył ostatnio wieczór Starszemu Synowi.

Syn  Starszy to człowiek-dumacz. Nie wiem o czym duma, ale nigdy nie ma go w domu, kiedy się do niego zwracasz. Kompletny nieogar, który swoim brakiem kontaktu z ziemią czasami doprowadza mnie do ciemnych zakątków duszy i całe zajście ma bardzo przykry finał, rzęsiście polany łzami. Co rano festiwal ten rozpoczyna się od:

– Gdzie są moje ubrania?

– Przecież wczoraj je przygotowałeś.

– Nie umiem ich znaleźć – jęczybuli już od siódmej trzydzieści. Wstaję  więc i wlokę się, żeby znaleźć ubrania wiszące sobie w najlepsze na jego krześle, tam gdzie  zawsze.

– Gdzie moja kurtka? – rozpaczliwe miałczenie z korytarza wyprowadza z równowagi Ojca Dzieciom.

– Nie wiem, to nie moja kurtka. Miałeś jej pilnować – przypomina mu srogim tonem, bo nie dalej jak dwa dni temu kurtka się zarzuciła, zaprzepadła i zniknęla. Zapomniał jej zabrać ze szkoły. Trzeci raz w tym miesiącu.

Pod szkołą Syn Starszy wysiada z samochodu, łapie plecak i wędruje w stronę wejścia.

– Nie zapomniałeś czegoś? – pyta go Ojciec.

– Nie – zamyśla się  tak bardzo, jakby próbował przypomnieć sobie sekretną formułę przemieniania wszystkiego w czekoladę.

– Kurtka?

– A! – pędzi do samochodu po ubranie. Z kurtką przewieszoną przez ramię biegnie do szkoły.

– Synu Starszy! Nie zapomniałeś o czymś?

– Nie? – ponownie ta sama mina. Pełne skupienie. Rozgląda się i widzi – na środku drogi zostawił plecak. Ups.

I tak to właśnie jest. Dreamer poziom extreme. Najczęstsze odpowiedzi na pytania w stylu: „Jak to możliwe, że pomalowałeś bratu czoło mazakiem”? albo „Dlaczego nie podniosłeś z podłogi pościeli i piżamy?” brzmią:

– Nie wiem. 

– Zapomniałem. 

W dodatku wypowiedziane są tonem, który dla mnie jest zapalnikiem bomby, zawleczką do połowy wyciągniętą z granatu, siarką w oku, łaskotkami diabła… Ton ostatniej sieroty i ofiary losu po prostu bardzo mnie denerwuje.

Niedawno dzieci sprzątały w swoim pokoju. Wszystko było już ładnie poukładane tylko w jednym kącie nadal walały się zabawki: samotne puzzle, klocek,  konewka i mata to rysowania wodą. Syn Starszy czytał książkę w salonie, kiedy zawołałam go, żeby piąty raz wskazać mu miejsce, które ominął. Szedł jak na ścięcie, z miną obrażonego lorda.

– Sprzątnij proszę te zabawki i będziesz mógł czytać – powiedziałam i poszłam do łazienki pomóc Synowi Młodszemu wyleźć z wanny. Gdy po dziesięciu sekundach weszłam do pokoju dzieci, Syna Starszego tam nie było, za to zabawki leżały dokładnie tak, jak je ostatni raz  widziałam. I tu zaczyna się to czarne miejsce w mojej duszy. Czarna furia. Chociaż na zewnątrz zachowuję minę pokerzysty i spokojny ton głosu. Zabrałam mu książkę i odłożyłam wysoko na szafę.

– No coooo?! – oburzył się.

– Chodź ze mną – powiedziałam i poszłam do pokoju. – Dlaczego nie posprzątałeś tych zabawek, skoro cię prosiłam kilka razy?

– Bo jak jestem zmęczony to zapominam szybko o co mnie prosisz – wyjęczał, pokazując jak bardzo omdlewa ze zmęczenia po przekopaniu trzech pudeł z klockami.

– Rozumiem. Sprzątnij te zabawki i pościel sobie łóżko. Skoro jesteś taki zmęczony, lepiej żebyś od razu poszedł spać – powiedziałam spokojnie i wyszłam. Byłam już przy drzwiach, kiedy Syn Starszy zaczął wyć.

W salonie Syn Młodszy i Emma bawili  się w najlepsze, bo pora była jeszcze wczesna, a oni nie byli tak dramatycznie zmęczeni. Jakimś cudem trzymali się jeszcze na nogach.

– Taaaatoooo – szlochał Syn Starszy, który siedział na łóżku w swoim pokoju i próbował przekonać ojca, że właściwie to wcale nie jest taki zmęczony i mógłby się jeszcze pobawić. – Ja nie powiedziałem przecież, że jestem zmęczony, tylko że jak jestem zmęczony, to dużo zapominam! – próbował zrobić z nas idiotów, ale widząc moją minę zrezygnował z tej formy negocjacji. Kiedy po dziesięciu minutach znalazłam go w salonie bawiącego  się z rodzeństwem, odesłałam go do łóżka.

– Ale tata mi pozwoooooliiiiiił – łkał. Usłyszał to Ojciec Dzieciom i wkroczył do akcji. Pytanie o coś, co już zostało zabronione przez jednego rodzica, w nadziei że drugi powie inaczej, jest jego ośrodkiem zapalnym. Przykro się skończył ten dzień dla Starszego Syna, bo jak sam kiedyś powiedział, najbardziej nie lubi jak zadajemy pytania i on sam musi odpowiadać. Woli jak na niego krzyczymy.

Przykro mi stary, szkoda nam nerwów.