Kobieta-kierowca, kierowczyni czy ofiara losu?

by aniversum

Przełamanie tabu, zakłócenie  ciszy wyborczej, wybryk natury – kobieta za kierownicą. Czy to w ogóle powinno mieć miejsce w dzisiejszym świecie?

Na co dzień jeżdżę mini-vanem. I w dodatku ostatnio płot wymusił pierwszeństwo i zepsuł nam czujnik cofania i parkowania. Prawie jakbym prowadziła z zamkniętymi oczami. Kwestia parkowania jest wielką loterią i w moim odczuciu jakieś magiczne moce wsuwają mój samochód między te dwie, niebywale wąsko rozmieszczone linie.

Nie lubię się spóźniać, szczególnie jak mam jakieś ważne spotkanie. Od pewnego czasu (z niewielką przerwą na magisterski pierdolec) jednym z ważniejszych spotkań w moim życiu (poza spotkaniami z lodówką) są lekcje francuskiego. Dziś wstałam z dwu godzinnym wyprzedzeniem,  żeby nowy semestr rozpocząć jako poważna pani magister niemalże umiejąca wysłowić się po francusku.

Wsiadłam do samochodu, włączyłam silnik i … komputer pokładowy powitał mnie zbyt głośną muzyką Ojca Dzieci i komunikatem: niski poziom paliwa. Ikona tego małego telewizorka z tubą od odkurzacza (jak to się nazywa to coś z czego nalewa się paliwo?) migała ironicznie, strojąc złośliwe miny. Zadzwoniłam po pomoc.

– Nie ma paliwa w samochodzie.

– E tam nie ma, dojedziesz – powiedział Ojciec Dzieciom i wrócił do pracy.

No to dojadę. Chyba, żebym nie dojechała…

Po drodze miałam zatrzymać się przy bankomacie. Zjechałam na parking i … moje standardowe miejsce dla kierowców jadę-ale-nie-wiem-jak-się-to-skończy było zajęte. Tak samo jak wszystkie inne miejsca na tym parkingu. Dojechałam do jego końca i okazało się, że oto stoję w obliczu ściany. Dosłownie.

– Jak ja stąd wyjadę? – zapytałam samą siebie. No dobra, naprawdę to brzmiało raczej: Co ja tu kurwa robię?! 

Zanim panika zaćmiła mi mózg, przypomniałam sobie o istnieniu wstecznego biegu. Jesteśmy uratowani! No… nie do końca. Jakimś cudem (magia, mówię wam) udało mi się wjechać tyłem (tyłem!!) w jedyne puste miejsce parkingowe i odjechać z tego przeklętego parkingu gdzie pieprz rośnie. Niestety – bez pieniędzy. Czas mijał nieubłaganie, ja była coraz bardziej spóźniona a przede mną jechała ciężarówka, której ani ominąć, ani przeskoczyć – zajmowała dwa pasy ruchu. Wlekłam się tak, układając w głowie wiarygodne wytłumaczenie mojego spóźnienia. Dojechawszy na uniwersytet okazało się,  że moje kolejne bezpieczne miejsce do parkowania – ktoś już zajął. Tak, mam w cały mieście obcykane pozycje parkingowe, na których wiem, ze dam radę zaparkować bez rozbijania samochodu.

Kiedy parkowałam równolegle po przeciwnej stronie ulicy, jakiś rowerzysta przejechał obok i dał mi znak, że nie przewiduje sukcesu. Po trzech minutach pełnych skupienia, udało mi się w końcu zaparkować. Na przejściu dla pieszych, jak się okazało, kiedy już wysiadłam i miałam odejść radośnie machając torebką. Wróciłam żeby cofnąć. Wtedy w moim lewym oknie pojawił się parkomat. A ja nie miałam pieniędzy. Merde! 

Jakieś ostatnie, znalezione pod siedzeniem 50 centów zapewniło mi pół godziny parkingu i względny spokój sumienia. Oczywiście byłam już spóźniona dobre dziesięć minut. Szczerze mówiąc, nie pamiętam, żeby kiedykolwiek udało mi się dotrzeć na francuski na czas  (przepraszam!).

Na szczęście nie dostałam mandatu za nieco dłuższy czas parkowania, za to w drodze powrotnej skręciłam w inne prawo niż podpowiadał GPS i musiałam przejechać dodatkowe 2 kilometry przez jakieś jednokierunkowe ulice. Brak paliwa co chwilę przypominał o sobie cichym „pip”, które w mojej głowie rozbrzmiewało:

– Zaraz zjedziesz na autostradę i jak tam ci się skończy paliwo to dopiero będzie zabawa.

Już witałam się z gąską, zjeżdżałam w maleńką jednokierunkową drogę do domu. Za mną podążał srebrny samochód. Na końcu tej drogi była kolejna – również jednokierunkowa. Zwolniłam, żeby sprawdzić, czy nie wjadę nikomu w bok. Nie było to proste, bo prawą stronę zasłaniał rozłożysty krzaczor. Kierowca za mną albo bardzo musiał siku, albo miał zły dzień, ale po 10 sekundach zaczął na mnie trąbić.

– Nie denerwuj kierowcy, baranie – pomyślałam. Trąbienie rzadko sprawia, że tracę swoje stalowe nerwy. Na drodze ( o ile nie chodzi o parkowanie), jestem bardzo skupiona i spokojna. Ten niecierpliwy idiota, też nie był w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. Nie mniej jednak, po drugim klaksonie, otworzyłam lewe okno, wystawiłam lewą rękę i dałam panu do zrozumienia, co myślę o takim trąbieniu. We Francji sygnały dźwiękowe nie są mile widzianą  formą komunikacji między kierowcami. Kolejną drogę jednokierunkową pokonaliśmy żółwim tempem. Ja z wyboru, nerwowy gość z konieczności.

A. I jest taki łosoś, który parkuje swoim białym cabrio tak, że niedługo będzie już na liście Ligi Karnych Kutasów. Mając dwuosobowy samochód zajmuje dwa miejsca parkingowe. W dodatku zwykle jednym kołem ładuje się na krawężnik. Jest facetem, wiem bo kiedyś aż się zatrzymałam podziwiać sztukę parkowania w jego wykonaniu.


 

A wiecie dlaczego kobiety powodują statystycznie mniej groźnych wypadków drogowych (takich z rannymi, ofiarami śmiertelnymi i objazdem przez Otwock) ? Bo wszystkie próbują wyjechać z jakiegoś parkingu.

Ha. Ha. Ha.