Dowód

by aniversum

Czasami dzień zaczyna się tak, że naprawdę mija mi wszelka ciekawość, żeby sprawdzić jak się skończy.  Mój początek miał miejsce przy śniadaniu.

Na stole w kuchni leżał mój dowód osobisty. Pochwycił go Syn Młodszy.

– O patrzcie! Irena! – zawołał zadowolony, że widzi moją mamę.

– Nie, to Anna – poprawił go Syn Starszy. Zapadła cisza, a Młodszy wpatrywał się skonsternowany w malutką fotografię.

– No nie, to jest Irena – upierał się.

– Anna – Starszy nie dawał  za wygraną.

– Ale zobacz, tutaj! – Syn Młodszy ciągle liczył, że to jakieś nieporozumienie. – Irena! – zamilkł na chwilę. – Anna?

Obok Ojciec Dzieciom tarzał się ze śmiechu. Prawdopodobnie na widok mojej miny. Bardzo śmieszne.