Wkurwiony facet lepiej sprząta?

by aniversum

Wracam z Warszawy,  a tu syf, kiła i mogiła. Kot leży pijany, pies dogasza papierosa a po mieszkaniu spacerują bez pary brudne skarpety. 

Od wejścia wita mnie smród taki, że mam wrażenie, że nie ja wdepnęłam w gówno tylko gówno we mnie. Buty wszelkiego rodzaju (głównie rodzaju męskiego) porozwalane, że próba przejścia grozi złamaniem nogi. Coś, co kiedyś było dywanem, teraz jest ekspozycją kociopsiej sierści. Pod drzwiami leżą pieluchy, które nie miały siły same się ewakuować.

Nie lepiej ma się sytuacja w łazience, gdzie w koszu na pranie zachodzą już procesy chemiczne. Organizm, który ma się tam uformować niebawem zacznie domagać się uznania jego niepodległości i zacznie bić własną monetę. Lustro umazane pastą do zębów, jakby ktoś naprawdę nie mógł się sekundę zastanowić, czy ma to sens. Kosz na pieluchy już dawno przebrał miarę. I bach.

– Dlaczego nie ma karaluchów i pcheł? – zadaję sobie w duchu pytanie, ale przewiduję,  że też by się brzydziły tu mieszkać. Kuchnia pokryta warstwami jedzenia, zlew pełny naczyń, które same nie zdecydowały się załadować do zmywarki.

Po cały mieszkaniu walają się brudne ubrania i przechodząc przez korytarz do stóp przyklejają się chyba wszyscy krewni i znajomi paprocha.

W  salonie na stole piętrzą się kartony, które trzy tygodnie temu miały zniknąć („Odeślę je we wtorek!”), na moim laptopie stoi butelka po piwie.

– Nie wiedziałem gdzie postawić – powiedział mi Ojciec Dzieciom zanim w ogóle otworzyłam usta. Ahaaaa.

Po dwóch dniach nie wytrzymałam i zapytałam:

– Dlaczego tu jest taki burdel bałagan?

– Nie miałem czasu sprzątać, przecież pracowałem.

– W kopalni? Na trzy zmiany?

Prychnął. Obraził się niemal, kiedy mu powiedziałam, że większość ludzi pracuje od 9 do 17 a nie muszą zasypiać ze strachem, że syf w nocy odgryzie im stopy. Dzisiaj oznajmia mi:

– Pomogę ci sprzątać!

Ludzki pan, prawda? 

Po czym cały dzień sprzątał w kuchni. Przez mieszkanie nie da się przejść bez kija i pochodni, najlepiej by było zacząć od zbicia tynków,  a  co on robi? Układa makarony w szafkach. Kiedy już opuścił plac boju (niepocieszony, bo nie dostał owacji na stojąco, że oto ZAŁADOWAŁ ZMYWARKĘ!), przeciągnął się i powiedział:

– No, już prawie skończyliśmy.