Sploty

by aniversum

Znacie to uczucie podczas czytania, że jakiś zwort akcji sprawia, że opada wam szczęka i chwile zajmuje przyjęcie nowej wersji rzeczywistości? Ja mam tak zwykle czytając Pana Samochodzika, ale wczoraj czytałam żywego człowieka…

20140809-082412-30252420.jpg
Matka Ojca spadła z drabiny i złamała sobie nogę. Wczoraj więc biesiadowaliśmy na jej dworze z Ojcem Dzieciom i dwójką najmłodszych.
Emma próbowała się wspiąć na jej łóżko.
-Dawaj, dawaj – zachęcałam ją.
Teściowa spojrzała na mnie zszokowana, czas nieco zwolnił. W kadrze zostałyśmy tylko my dwie. Emma zatrzymana w półkroku, wisiała na łóżku.
– Powiedziałaś „dawaj”? – zapytała mnie po francusku.
– Tak, dawaj.
– Mój ojciec był w obozie jenieckim we wschodnich prusach i ruscy mówili do niego „dawaj, dawaj!”. Obóz był w mieście Allenstein, nie wiem jak on się teraz nazywa – moje lingwistyczne zdolności przyspieszyły i nagle rozumiałam każde słowo.
– Moi rodzice mieszkają na terenie dawnych prus wschodnich – powiedziałam.
– Tak? Ja znam tylko nazwę Allenstein. Mama mi opowiadała, bo ojca ja prawie nie znałam… Całą wojnę tam był, a jak wrócił to zachorował i gdy miałam pięć lat to zmarł.
Chwyciłam za tablet i odnalazłam dzisiejszy Allenstein – Olsztyn.. Pokazałam jej go i obie zamarłyśmy z wrażenia, bo Olsztyn leży 75 km od domu moich rodziców.

Resztę popołudnia spędziłyśmy rozmawiając. Po francusku.

Ojciec Ojca Dzieciom jest Niemcem. Jego dziadek był w Afrika Corps jako żołnierz Wermahtu. Moi pradziadkowie: jeden w obozie w Stuthoff, drugi w AK.
Ponad 70 lat po wojnie, patrzymy na Emmę, która wspina się na łóżko, zachęcana rosyjskim ponagleniem. Tak się splotło.