Neofita – oświecony czy zaślepiony?

by aniversum

Ilekroć wstępuję na ścieżkę zdrowia („Zdrowie, radość? SPORT, SPORT, SPORT!”) spoglądam na swoich bliskich przez pryzmat „Biegam już trzy tygodnie, a ty nadal umiesz sobie wytłumaczyć, że makaron to warzywo”.

No dobra, na ścieżkę zdrowia wstępowałam dopiero dwa razy. Za pierwszym razem schudłam 36 kilo, a za drugim stanęłam na niej tylko na chwilę, bo okazało się,  że jestem w ciąży. Wtedy pamiętałam, żeby nie pochłaniać wszystkiego, co nie ucieka przede mną dostatecznie szybko, ale też nie głodziłam się (miałam fazę na truskawki, więc stawiałam wyzwania przed Ojcem Dzieci). W ciąży przytyłam tyle ile powinnam, niecałe 10 kilo. Po porodzie straciłam je nie wiem nawet kiedy, a kiedy zyskałam je z powrotem to już zupełnie nie mam pojęcia.

Każdy kto kiedykolwiek był posiadaczem dupy w rozmiarze, który mu nie odpowiadał, wie że odchudzanie zaczyna się w głowie, więc nie jestem w stanie powiedzieć, kiedy dokładnie zakwitł  we mnie ten kwiat.

Od kilku tygodni zwracam większą uwagę na to co jem (- Kalafior? O nie, poproszę frytki!) i jak spędzam dzień (gwarancją udanego dnia są żaluzje. Jak się je zaciągnie, to światło nie świeci w monitor!). Na urodziny dostałam orbiter, ale korzystałam z niego do tej pory sporadycznie, chociaż w głowie ciągle wydawało mi się, że jest to co drugi dzień, a nie  co drugi tydzień.  Chodzę również na basen. Kiedyś moim standardowym treningiem było 500 metrów na basenie. Po trzech latach przerwy trudno od razu do tego wrócić, ale z każdą wizytą jest o 50 metrów więcej. Ostatnio było już 275!

Moim marzeniem jest biec przez godzinę. To jest mój cel. Mój przyjaciel biega od lat i nigdy nie wpadliśmy na to, że mogłabym biegać razem z nim. Z kolei ja nigdy nie byłam entuzjastką sportu – w mojej rodzinie nikt nie spędzał czasu aktywnie, więc i ja w pewnym momencie zrozumiałam, że wkręcają mnie z tym rowerem. 

Odkąd cały dzień czekam tylko,  żeby pojechać na basen albo założyć buty do biegania, zauważyłam, że zdarza mi się rzucić w kierunku Ojca Dzieciom takie zdanie:

– Ale jak to NIE CHCE CI SIĘ iść na basen?

– Na pewno chcesz jeść tę sałatkę z majonezem?

– A może pomidora zamiast tego (cuchnącego zgniłym małpim mózgiem) sera?

Staram się gryźć w język i w głowie powtarzam sobie: – Kobieto! Pół roku temu odgryzłabyś głowę każdemu, kto śmiałby się tak do ciebie odezwać, a z jego oczu zrobiłabyś sobie kolczyki! Daj żyć! 

Przyznaję, stałam się najgorszym wcieleniem nowo nawróconych – neofitą oślepionym. 

A teraz lecę, od dwudziestu minut powinniśmy być na basenie!