Czy ja to ty?

by aniversum

Czasami nadal łapię się na tym, że zadaję sobie to pytanie i przyglądam się ludziom z zaciekawieniem. Jak oni to robią, że są poważni, jak to możliwe, że Gossip Girl nie dla wszystkich jest rozrywką z górnej półki, skąd wiedzą jak się uczesać,  żeby włosy wyglądały jak efekt a nie defekt (???) ?

Wśród tych wszystkich definicji, jakimi się oblepiamy, odznaczeń jakie nam nadają ludzie, określeń, o które ocieramy się „o włos”, jednoznacznie trudno orzec gdzie się zaczynamy my a gdzie kończymy. I nie mam tu na myśli tylko gabarytów (własnych).

Powoli domykam poprzedni etap swojego życia, odcinam pępowiny, zamykam drzwi, palę przekraczam mosty. To trochę smutne, że kończy się dzieciństwo (ktoś by pomyślał,  że już dawno się skończyło, deal with it!). Trudno mi zarzucić czołg na ramię i pomaszerować dalej. Tym bardziej, że na szybko definiowałam nową siebie jako matkę, partnerkę, macochę, emigrantkę, absolwentkę. Gdy nie wiem, czy pośród tych wszystkich funkcji jestem jeszcze ja, Ania  co gadała do wymyślonego brata Spajka, który okazał się być fioletowym smokiem, muszę natychmiast potwierdzić własne istnienie.

Mam 24 lata, w tym roku jadę na wakacje na mazury. Dorastałam w tamtej okolicy, a  nigdy nie widziałam Śniardw (albo nie pamiętam). Jaram się najbardziej tym, że kiedyś o tych miejscach pisał Zbigniew Nienacki w Panu Samochodziku, którego przecież co jakiś czas czytam jeszcze raz od nowa, jakby skarb Templariuszy miał się okazać czymś zupełnie innym.  Potrafię cały dzień przeleżeć w łóżku i czytać… Harrego Pottera (dajcie mi tylko cały dzień dla mnie!). Być może nie chcę puścić swojej (ach) młodości, ale kiedy wracam do specyficznego Pana Tomasza, którego historie pachną mokrym namiotem i komarami, jestem sobą.

Na imieniny dostałam od Ojca Dzieciom dwie rzeczy, który mi przypomniały, że jeszcze jest we mnie esencja siebie samej. Ipod shuffle i gra Abalone.

Na iPoda od razu wrzuciłam swoją od dawna gotową muzykę do biegania (tak! dobrze przeczytaliściei gdy śpiewa Sting – wiem kim jestem. A dlaczego Abalone? Bo trudno mi w nią wygrać z Ojcem Dzieci. To wyzwania, które sobie stawiam sprawiają, że nie jestem tym, kim bałam się, że mogę się stać.

Niesobą.