Weekendowy Bohater

by aniversum

– MERDE! – rozległo się  z kuchni bardziej niż donośnie, a potem pociągnęło za sobą resztę nieudolnych francuskich przekleństw. Nijak ma się to do dźwięcznej i potężnej „kurwy”, którą wyrzucają z siebie miliony polskich gardeł każdego dnia. Nie mniej jednak funkcję miało pełnić podobną. Tymi wulgarnymi słowy Ojciec Dzieciom oznajmiał światu: – Jestem niezmiernie zdziwiony, że firma Bosch, którą darzę ogromnym szacunkiem wpadła na pomysł zwieńczenia konstrukcji podnoszącej wszystkie cztery nogi zmywarki, plastikową śrubą, którą tak łatwo udało mi się złamać.  

Tydzień wcześniej…

– Postanowiłem, musimy kupić zmywarkę! – zakrzyknął znad laptopa Ojciec Dzieciom.

– Myślałam, że już dawno postanowiliśmy, że musimy – mruknęłam zza tabletu i próbowałam stać się niewidzialną (powodzenia!), żeby nie musieć uczestniczyć w rozprawie o typach, markach i funkcjach zmywarek.

Ponieważ opieszałość to cecha Ojca, która uwidacznia się jedynie kiedy chodzi o sprzątnięcie Wędrujących Skarpet – po godzinie miał już plan działania.

Wymarzona zmywarka, która zużywa mało wody, mieści dużo naczyń  i najlepiej sama się rozładowuje, została namierzona za wschodnią granicą u naszych Niemieckich sąsiadów. Godzina drogi w jedną stronę, ale nawet to nie zniechęciło tego dzielnego bohatera do przedsięwzięcia kroków. Pochwycił dziecko i pojechał po zmywarkę.

Po trzech godzinach wrócili. Dziecko głodne i marudne, Ojciec właściwie w podobnym stanie.

– A zmywarka? – zamarłam z rozwartymi ramionami, gotowa powitać naszą nową najlepszą przyjaciółkę.

– Sklep był zamknięty.

Przedwczoraj…

Tym razem  zadzwonił, zanim wyruszył. Dziecko zostało ze mną i zafundowało mi wieczór pełen wycia, bo nie pozwalałam wspinać się na kanapę. Kiedy jednak Ojciec Dzieciom wrócił, bardzo chętnie pomagała rozpakować zmywarkę z wielkiego worka i styropianowych wsporników.  Kiedy weszłam do kuchni, sprzęt był podłączony i już nawet coś zmywał. Tyle, że stał na środku kuchni.

Wczoraj…

– Chodź, zobacz! – woła dumny.

Idę więc, chociaż moja kobieca intuicja delikatnie chce coś zasugerować. Zmywarka stoi na swoim miejscu. Właśnie dokręcił ostatnią śrubkę.

– Ale by było, gdyby się okazało, że nie podłączyłeś jej do kontaktu… – żartuję, chociaż mam wrażenie, że to nie jest takie śmieszne.

– Merde! – Ojciec Dzieciom wciska „START” i … nic się nie dzieje.

Godzinę kręcił tą śrubką, zanim ją urwał. Ostatecznie jednak udało się wszystko umieścić, zakręcić, wprawić w ruch.

Tylko wiertarka, wkrętarka i skrzynia na narzędzia nadal leżą na środku kuchni…