Mind-palace

by aniversum

Odkąd zaczęłam z pasją wykłuwać rodzicom oczy, że już za 5 lat pójdę na studia, odtąd zaczęłam marzyć o pewnym miejscu. Marzenie to było i jest tak silne, że do tej pory, gdy szukam ucieczki przed Matrixem, zamykam oczy i jestem tam.

To miejsce to moje mieszkanie. Moim marzeniem od zawsze było mieszkanie samej. Maleńka kawalerka zawalona książkami, wygodny fotel, lampa podłogowa i ta niezobowiązująca do przerwania cisza.

Wszystkie ściany są lekko beżowe, ale kolor jest bardzo spolegliwy i nie dominuje wnętrza. Wielkie okna po których pełznie bluszcz, a może po prostu jakiś chwast. Najlepiej, żeby to mieszkanie było z tych wysokich, żeby można było regały pociągnąć pod część sufitu, a w drugim kącie schować antresolę. Skrzypi trochę drewniana podłoga. W  moim mieszkaniu wszystko ma swoje miejsce, makarony mają swoje pojemniki, przyprawy ubrane są w takie same słoiczki. IKEA prawie ze mną mieszka. Albo ja z nią. Jednak mieszkanie powstało zanim dowiedziałam się, że IKEA istnieje.

Nigdy nikogo tam nie zapraszam, chociaż chętnie odkurzam i myję łazienkę. Od pewnego czasu dopuszczam myśl, że Emma rozrzuca tam zabawki. Nikt więcej.

Całe studia marzyłam o tym, żeby mieszkać sama. Żeby móc wynająć taką klitkę i zabarykadować się w środku.

Gdy dużo milczę, jestem w swoim domu. Podlewam kwiaty, układam książki na obszernych parapetach.

Dziś nie chcę słuchać cudzej muzyki.