Nie stwierdzono sensu

by aniversum

Nishka napisała na swoim blogu notkę o swoim stosunku do malowania paznokci dzieciom (klik). Ogólnie rzecz ujmując jest na nie. Tego wpisu wolałam u niej na blogu nie komentować, bo musiało by to być coś w stylu:

„No chyba raczej! Tak samo to durne jak przekłuwanie uszu niemowlętom, heloł!”

A taka wypowiedź z kolei to wsadzenie kija w internety. Jak wiadomo z rozległych prac naukowych niemowlęta nie odczuwają bólu, nie pamiętają i generalnie dlaczego nie.

W ogóle do całej sprawy bym się nie odniosła, gdyby nie kąśliwa notka, pełna sarkazmu, która pojawiła się u innej blogerki. Chcę uniknąć takiego tonu, ale nie umiem.

W lakierach do paznokci jest chemia, nie widzę sensu dobrowolnego narażania dziecka na spożywanie odprysków lakieru (przecież dzieci ciągle pchają łapy do buzi). A jeśli to nie problem, to niech się łapie berbeć za domestos i szoruje kibelek.

Tak samo nie widzę powodu, dla którego przekłuwa się uszy maluszkom. Nie widzę. Nie rozumiem po co to robić i nie dostrzegam w tym szaleństwie niczego poza próżnością matek.

A skoro malowanie paznokci i kolczyki są takie spoko i dla dzieci, czekam na te mamy, które będą śpiewać peany na cześć dziecięcej depilacji nóg woskiem i regulacji brwi. Skoro argumentem za malowaniem paznokci jest „zabawa w mamę”…