Słomiana wdowa

by aniversum

Ojciec Dzieciom wyjechał do Wiednia na tydzień. W spawach służbowych, jak zeznał.

Na ten czas obarczył mnie psem (25 kg), kotem (4 kg) i dzieckiem (9,6 kg).

Wtorek

Planuję tydzień pełen spotkań w mieście, kaw w kawiarenkach, regionalnych potraw dla turystów i plotek. Gdy za Ojcem Dzieciom zamykają się drzwi, zabieram się za sprzątanie. Nie tracę pogody ducha, nawet gdy ja wkładam pranie do pralki, a Emma je z niej wyciąga. Kiedy Młoda idzie na drzemkę, kurier postanawia dzwonić domofonem. Niestety, jedna z sąsiadek zamknęła drzwi na klucz i jedynie zejście na dół może wpuścić pana do środka. Tłumaczę facetowi, że dziecko śpi, nie mogę zejść. Nawet z moją słabą znajomością języka, wiem, że odezwał się do mnie bardzo brzydko. Po drzemce próbuję zebrać się do wyjścia, ale udaje mi się znaleźć jedynie spodnie od dresu, więc wychodzimy z psem. Pies próbuje zjeść przechodnia, a ja próbuję jedną ręką przywołać go do porządku, a drugą ręką pchać wózek. Pod koniec dnia jestem w stanie usłyszeć szum morza we własnej głowie.

Środa

Koleżanka zaprosiła mnie na kawę. Istnieje szansa, że wiem gdzie położyłam jakieś czyste ubrania, w których można pokazać się ludziom. Okazuje się, że został mi tylko jeden bilet autobusowy, dlatego najpierw dzwonię przełożyć kawę, a potem dzwoni kurier. Tym razem udaje mi się go wpuścić,  a jemu udaje się nie powiedzieć mi gdzie mogę sobie tę paczkę wsadzić. W paczce jest nowa torba do wózka, więc trwa wielkie przepakowywanie. Wszystko upchnięte, więc ruszamy.  W autobusie Emma jak zwykle zaczepia wszystkich dookoła, macha i zagaduje. Docieram do biletomatu, a on mówi:

– Możesz sobie w tyłek wsadzić to 10 euro, nie przyjmuję banknotów.

– A mogę zapłacić kartą?  – pytam, jedną ręką pilnując, żeby wózek nigdzie nie popłyną w tłumem, a drugą grzebię w portfelu.

– No płać.

Wkładam więc kartę do otworu, ale cóż to:

– Ale, co? Takim? Co to w ogóle jest? Ja się nie znam z takimi kartami, tylko francuskie karty się nadają!

Milczę, zabieram kartę i zastanawiam się co dalej.

– No to chcesz te bilety czy nie? Tylko monety szykuj!

Miałam akurat na jeden. Do domu. Kąpię Emmę i o 20 zasypiamy obie.

 

Czwartek

Sprzątam, sprzątam, sprzątam. Po kolejnej skarpecie znalezionej w miejscu, w którym nigdy bym się nie spodziewała znaleźć skarpety, zaczynam podejrzewać, że mieszkam z własnym ojcem.

Wyprowadzam psa na spacer, ale zanim to następuje, zakładam Emmie pieluchę z Lidla, bo akurat taka wpadła mi w ręce.

Po pół godzinnym spacerze, Emma dostaje reakcji alergicznej na badziewną pieluchę z Lidla. Wieczór spędzam na nakładaniu ogromnych ilości kremu z cynkiem i dmuchaniu na wściekle czerwony tyłek. Pieluchy zmieniam w nocy co godzinę.

Piątek

Tyłek nadal jest czerwony, ale dziecko już nie drze się jak potępieniec, przy próbach siadania. Wieszamy pranie. Ja wieszam, ona ściąga. W korytarzu stoją już trzy worki śmieci i czekają na „Cud pod śmietnikiem”.

Sobota

Skończyłam prać. Odkurzyłam wszystko. Została mi tylko kuchnia i bawialnia. Emma przepycha zabawki z jednego pokoju do drugiego. Okazuje się,  że najlepiej bawić się:

– drzwiami

– papierem toaletowym

– ziemią z kwiatka

– kocią miską z wodą

– psią miską

– psem

– tubką pasty do zębów

i oczywiście odkurzaczem.

 

Niedziela

Po wejściu do salonu, okazuje się, że pies w nocy rozciągnął po całym pokoju worek z kurzem z odkurzacza. Sprzątam to, zanim Emma się do tego dobierze. W międzyczasie wstaje Młoda i bawi się na podłodze w rzucanie w kota klockami, a ja robię sobie śniadanie. Gdy już ma nadejść błogosławiona chwila spokoju: kawa, łosoś i ja – okazuje się, że cisza w salonie była pierwszym jeźdźcem apokalipsy. Emma radośnie macha do mnie czarnymi rączkami, którymi właśnie wcierała ziemię z doniczki w czarne (już) stópki. Idę ją umyć, a pies w tym czasie zjada moje śniadanie i wypija kawę.  Godzinę później okazuje się,  że rozszczelniły się drzwiczki od zamrażalnika i kuchnia jest pełna wody, a zamrażarka pełna wątpliwej jakości jedzenia. Kiedy walczę w kuchni, Emma jeszcze raz próbuje zjeść ziemię z kwiata.

Wychodzimy na spacer. Pies próbuje zjeść czterolatka na rowerku (bardzo nie lubi cyklistów). Potem obszczekuje sąsiada, który porusza się na wózku (bo to jakby dwa rowery!). W parku wymijamy wszystkich możliwych ludzi, ale jak zawsze trafiamy na jakąś panią, której odległość do łba jest zbyt duża, żeby mogła się tak codziennie fatygować. Puściła małego białego pieska luzem (w parku!!), a Akira wyjęła sztućce i rozwinęła obrus.

– On się tylko przywita! – pomachała ręką pani i nie ruszyła dupy, żeby zabrać to swoje psię.

– I pożegna – powiedziałam pod nosem, widząc, że za chwilę będziemy mieli o jednego psa mniej. Spacyfikowałam Akirę i udało mi się wrócić do domu.

Cytat z Pilcha:

Kot ma pysk wredny, ale inteligentny, pies ma mordę poczciwą ale debilną.

Pimpek (kot) wspiął się na stos dokumentów i dopiero wtedy przypomniał sobie, że grawitacja działa na niego silniej, niż na inne koty.

Chyba mam dwa psy.

Poniedziałek

Wraca Ojciec Dzieciom, mam nadzieję…