Lekcja życia

by aniversum

Będąc młodą panią psycholog (nota bene: z alergią na „psycholożkę”) czasami mierzę się z pytaniami natury egzystencjalnej. Bywa, że dotyczą one spraw błahych: „Jaki jest sens życia?”, czy też: „Czemu Cola Zero jest słodka, skoro nie ma cukru?”. Jednak zdarza się, że moi krewni i znajomi przyorbitują w rejon „Jak żyć?” i pojawia się pytanie: „Jak sprawić, żeby miłość trwała wiecznie?”. Patrzą wtedy na mnie, oczekując niezawodnego przepisu niczym z programu „Perfekcyjna pani domu”, gdzie niezależnie od szerokości geograficznej, mieszanka soli i sody oczyszczonej w połączeniu z octem, nie ma siły, musi odcziścić przypalony piekarnik (serio działa!). Wtedy ja patrzę na nich z bezbrzeżnym zdziwieniem i stuporem, próbując wymyślić odpowiedź. I tak dzisiaj wymyślałam i wymyśliłam.
Odpowiedź brzmi (i tu zaskoczenie dla tych, którzy wiedzą, że psycholog na każde pytanie odpowiada: „To zależy”): Spraw, żeby miłość trwała dzisiaj.
Czasami sama pozostając pod wrażeniem swojego geniuszu, zapominam wyjaśnić co mam namyśli. Toteż tym razem spieszę z wyjaśnieniem i naukowymi badaniami. Dobra, semi-naukowymi. Na jednej osobie. Na sobie. Czyli… quasi-naukowe?
Pieprzyć to. Z moich obserwacji (a obserwacja to też rodzaj badania!) wynika, że pary (czyli ja i mój partner) zdecydowanie lepiej radzą sobie monitorując swoje życie na bieżąco. Codziennie alarmujemy co było nie tak (głownie ja) i co było w porządku (głownie on o moich cyckach, rzadziej o kulinarnym talencie). Dużo rozmawiamy i staramy się dyskusje prowadzić do momentu, w którym rozumiemy swoje stanowisko. Zwłaszcza do momentu, w którym w końcu ja rozumiem co mam na myśli – wtedy mogę puknąć się w czoło i powrócić do przewracania oczami (pozostając pod wrażeniem swojej własnej głupoty – patrz: notka niżej).
Oddalając się nieco od tego przeintelektualizowanego bełkotu, chciałabym powiedzieć, że o miłość należy dbać, od momentu, w którym uświadiamy sobie, że nawet wieczne pióro nie jest wieczne, a już na pewno miłości bliżej do wietrzności niż wieczności. Podobno własną śmiertelność pojmujemy w okolicy 30 roku życia. Fanów związkow i relacji zachęcam jednak, żeby zdali sobię sprawę ze śmiertelności uczuć nieco szybciej, w celu uniknięcia złamanego serca.
Warto też z czasem nabywać umiejętność odróżniania miłości od niemiłości. Wskazówki, ciągle uniwersalne, spisał pewien facet, który ponieważ nie było jeszcze nagrody Nobla – został świętym.
Pierwszy List do Koryntian, autorstwa Pawła z Tarsu (świętego).